Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Dzień 3 Do Berno Magii ciąg dalszy

takajedna_ja

Jak to jest z tymi więzami rodzinnymi? Dlaczego ktoś, kto w dzieciństwie i wczesnej młodości był zmorą twojego życia jest nadal ci bliski, choć gdyby to była tylko koleżanka z podwórka to nawet byś spojrzeć w jej stronę nie chciała?
Matko święta!
Ja miałam 12,13,14, 20 lat. Ona zawsze o dziesięć mniej. Ja miałam swoje tajemnice i ogromną potrzebę własnej przestrzeni co nie było łatwe w czteroosobowej rodzinie na 38m kwadratowych. A ona ledwie przekroczyła próg naszego mieszkania lazła jak po sznurku do moich i tylko moich rzeczy. Czemu nie do Baśki? Czemu nie do mojej matki? A może do ich też? Szperała w moich rzeczach, wyciągała wszystko z mojej szkolnej torby, ale najgorsze, najgorsze, że zawsze, ale to zawsze wyciągała łapy do moich pamiętników. Najpierw je tylko wyciągała. Potem się gówniara nauczyła czytać! I czytała! I paplała o tym co przeczytała.
Ostatni raz chciałam ją zabić jak miała 15 lat. Potem ja i moje pamiętniki znikłyśmy z zasięgu jej łap. A potem powoli przestałam pisać. A potem nadeszła era bloga i...sama dałam jej linka.
Dziś się z tego śmiejemy.
Patrzę na tę dorosłą kobietę i widzę tamtą dziewczynkę. Wiecie...takie wcielenie Pippi. Wszędzie jej pełno, cały czas gadająca, cały czas pełna dobrego nastawienia do świata. Wcale się nie zmieniła!
Nie widziałyśmy się ze 20 lat.
Przecież gdyby to była dziewczynka z podwórka, wyjątkowo upierdliwa dodajmy, to nawet bym pewnie nie pamiętała.
Jedna z niewielu osób z rodziny matki, która zawsze jakoś była mi bliska. Nawet wtedy jak chciałam ją zabić.
A teraz siedzę w jej salonie,  w jej mieszkaniu. I jestem w szoku. Skąd w osobie wywodzącej w prostej linii od Babci Józefy tyle serdeczności, ciepła, takiego pozytywnego nastawienia do ludzi? Jakim cudem w ciągu tych wszystkich lat, kiedy ciężko pracowała a życie dawało jej po tyłku co i raz, jakim cudem nie zgorzkniała, nie straciła optymizmu, zapału?
Uśmiecham się.
Za oknem szwajcarski ranek. Pod balkonem hałasują auta. Słyszałam krzyki dzieci, rozmowy.
Czekam kiedy Kaśka (ona zawsze była Kaśka, nawet jak miała 5 lat, ja byłam Kazina, bo Katarzyna dla smarkacza było za trudne, i tak zostało) i Davide wstaną. Pojedziemy w góry? Świeci słońce! Pojedziemy w góry!
Wczoraj tylko rzuciłam okiem na Berno. Był wieczór. Tylko rzuciłam okiem...I już się cieszę, że jutro Kasia pójdzie do pracy a ja polazę w te zaułki i uliczki.
21_copy
27_copy
29_copy1
47_copy1

 

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci