Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Dzień 6 Metafizyki ciąg dalszy. W drodze do Oberhofen

takajedna_ja

Rano 10:04.
Odjeżdżam z Berno do Thun, a stamtąd do Oberhofen.
Na peronie wkładam słuchawki i włączam odtwarzacz. Ustawiam Five Miles Out, po którym idzie cała lista Mike Oldfielda. Gdy owe Five Miles się kończy, w słuchawkach słyszę Tåg song Kari Bermnes. Dziwne, ale nie mam czasu sprawdzać dlaczego,  bo na tor, z wizgiem i świstem, wjeżdża mój pociąg.
Wsiadam i pociąg rusza. Mija szare Berno, zostawia za sobą ogromny wiadukt.  
A w słuchawkach Kent mi śpiewa, że "to z twojego powodu znowu ruszam w drogę".
Za oknem pola, pagórki i pagóry.
We mnie radosne pulsowanie w rtym muzyki. Roznosi mnie radość. Taka czysta, dziecinna uciecha, bez obaw i bez wątpliwości. Taka, jakiej nie czułam od lat. Jadę pociągiem w nieznane i się nie boję. Jest spokojna pewność siebie oraz przekonanie, że będzie pięknie. Uśmiecham się sama do siebie, do własnych myśli, do małej Kasi wewnątrz tej starzejącej się kobiety jaką widzę na odbicu w szybie.
Czuję satysfakcję, że to zrobiłam, robię właśnie teraz. Dałam sobie wakacje w nieznanym, wakacje o jakich zawsze marzyłam. Czuję się wolna i świat się przede mną otwiera.
Kent mi śpiewa "czuć, że miłość już czeka". Uśmiecham się. Wiem co to za miłość na mnie czeka i ja spokojnie czekam na nią.
Za oknem alpejskie, zamglone szczyty.

W Oberhofen nad szafirowym jeziorem Thun

 

 

 



Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • zapiski_szwedzkie

    Pieeeeeknie...

  • moonfairy

    Ależ wyprawa. Jakie miejsca! Cudnie :)

  • Gość: [demirja] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Masz BOSKIE wakacje :)

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci