Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

...do utraty tchu, tyle było chwil...

takajedna_ja

Miewam takie chwile zawieszenia,  kiedy nagle odpływam w inny świat. Ostatnio w takich chwilach widzę turkusowe wody Are a nad nią szare, wznoszące się piętrowo budynki. Berno.
Tęsknię.
Co dziwne, bo samo Berno, nie powaliło mnie na kolana. Te dzikie tłumy...
Ale łażenie po uliczkach i zaułkach, w poczuciu całkowitej anonimowości, w całkowitym oddzieleniu od świata, w którym żyję na co dzień. To było nowe doświadczenie i przyznaję, bardzo mi się podobało. Pierwszy raz od dawna nie czułam żalu, że jestem w tym tłumie sama.
A potem powrót.
I sprawy potoczyły się szybko.
Gazeta wywiesiła mojego łabądka na główną. Ja się tym pochwaliłam. Koleżanka znalazła, poczytała, wciągnęło ja, cofnęła się...i znalazła wpis o sobie.
Wredy był, stwierdzam po niewczasie, wredny, osądzający i bardzo niesprawiedliwy. Jak zawsze gdy pisze się w złości. Usunęłam, przeprosiłam, ale atmosfera jest taka taka sobie. A tu do pracy trzeba było wrócić.
Wróciłam. Popracowałam kilka dni i znowu wzięłam urlop. Tym razem nie wypoczywałam, tym razem pracowałam. Pojechałam jako tłumacz do Polski, na targi rolnicze w Bednarach i nie tylko.
Klient-Szwed i ja byliśmy gośćmi firmy produkującej urządzenia rolnicze. Pięć dni, cztery noce, dwa dni podróż, trzy dni wrażeń.  Pierwsze dwie noce spalismy w Gnieznie, nastepne dwie - we Wrocławiu.
To było ...niesamowite. Jako Polka nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Tzn. nie od obcych, ale od rodziny jak najbardziej. Tyle, że od rodziny to się wydaje naturalne.
Już pierwszego wieczoru, po kolacji, z opadniętą szczęką napisałam "Aaaaa, to to jest ta słynna polska gościnność" i w duchu pomyślałam nieco mściwie "no, Szwedzie, teraz spróbuj to przebić".
A potem było jeszcze ciekawej.
Jak dla mnie największą uprzejmością oraz najlepszym prezentem było, pomimo napiętego naprawdę mocno grafiku, zwiezienie mnie do Katedry w Gnieznie. Mała rzecz niby, krótka chwilka, ale trzeba było zjechać z drogi, pójść tam, gdzie się już było wiele razy i samemu i z gośćmi. Cierpliwie poczekać aż po raz piętnasty sfotografuję fragment drzwi (bo jak to zrobić w ciemnym wnętrzu, ale bez lampy, w dodatku nie moją kochaną pięćdziesiątką, stałeczką).
Drugim szczytem - dwugodzinny spacer po nocnym Wrocławiu z przewodnikiem opowiadającym między innymi o tym, że obecny Kościół  Garnizonowy kiedyś tam został przegrany w karty przez katolickiego proboszcza. Cudna dykteryjka.
Natłukłam masę zdjęć, większość jest nieostra, bo stałeczka znowu została w hotelu, ale co tam. JA WIEM co tam mam!  
Mój klient Szwed zbierał szczękę na każdym kroku. Rozśmieszył mnie w hotelu, we Wrocławiu, bo zobaczywszy hotelowy hall przestraszył się ceny. Rozśmieszył później, bowiem jego przestrach był tak sugestywny, że ledwie przekroczyłam próg pokoju, rzuciłam się sprawdzić ile kosztuje pobyt. Cena okazała się być taka sama, jak w hotelu, w którym spałam w Warszawie, czyli normalna, nie wygórowana. W przeliczeniu na korony, było nawet tanio.
Te trzy w sumie dni spędzone w Polsce, dały mi ...Nie wiem jak to napisać.
Trzy dni intensywnego rozmawiania o rzeczach z którymi dotąd nie miałam w ogóle do czynienia. Trzy dni wgłębiania się w szczegóły techniczne, w zasady działania, nauka całkiem nowych nazw. Nazw najpierw polskich potem szwedzkich. Lub odwrotnie. Trzy dni przeskakiwania z języka na język: szwedzki-polski-szwedzki. Oraz, szczególnie na początku, śledzenia co mówią po angielsku, by w razie czego, móc służyć pomocą.
To było wyzwanie, któremu dałam radę.
Jednocześnie było coś zupełenie innego.
Była przyjemność obcowania ...z rodakami. Ponieważ spotkanie było biznesowe jak ognia unikaliśmy drażliwych tematów. A różniliśmy się w poglądach jak mniemam, oj i to bardzo, bardzo. Zatem odłożywszy na bok politykę i religię, gwarzyliśmy na rozmaite tematy. Przyjemnie, dowcipnie, po polsku, z polskimi subtelnościami, niuansami i aluzyjkami. Czułam się jak człowiek, który przeszedł pustynię i dostał szklankę wody.
Powrót był bolesny.
Zła na cały świat, który w tej konkretnej chwili uosabiany był moim Klientem, odwórciłam się plecami, wcisnęłam słuchawki w uszy, włączyłam muzykę na cały regulator i pod pretekstem zmęczenia i złego samopoczucia w czasie lotu, po prostu się odłączyłam.
Chyba to było niegrzeczne, ale nie chcąc go obrazić, zrazić, musiałam.
Na szczęście sam był zmęczony, więc nie zgłaszał protestów i nie żądał zabawiania się rozmową.

Wróciłam do codzienności z bolesną pewnością, że kolejne wakacje nie szybko.
Miałam masę spraw do przemyślenia i uporządkowania.
I nic nie wymyśliłam.
Nie wiem co zrobię z blogiem, bo okazuje się, że jednak albo piszę co chcę, albo nie piszę wcale, a tu zbyt wielu znajomych ma ten adres.
Nie wiem co zrobić z wiedzą, że daję radę na różnych frontach i właściwie to niegłupia ze mnie babka.
Nie wiem co zrobić z przekonaniem, że fajna ze mnie "pięćdziesiątka", całkiem do rzeczy, wcale nie taki maszkaron jak pokazują mi zdjęcia.
W ogóle nie wiem co dalej z moim życiem. Za ciasno mi w nim. Chciałabym czegoś...wyzwań intelektualnych? żeby się coś działo? spotkań z ludźmi?
Marazm szwedzki wpędza mnie w depresję.
Tak więc nie wiem, kiedy znowu tu zajrzę. Może jutro, może za kilka tygodni?

 


 

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Dee] *.20-1.cable.virginm.net

    Jak ja ciebie dobrze rozumiem z tymi wyzwaniami intelektualnymi. Może postaw je sobie sama. Książka? Tylko nie próbuj przestać pisać bloga, bo jest świetny.

  • joanna55343

    ...A ja bardzo lubię tu zaglądać! BARDZO. I będzie mi żal..... Może niech Pani nie zamyka, co?.......

  • Gość: [ewa] *.dynamic.kabel-deutschland.de

    Pani Kasiu...musi Pani pisac bloga i to nawet codziennie.....Kochamy Pania czytac.....

  • zapiski_szwedzkie

    Kaśka nie wyglupiaj się kobieto. Świetnie piszesz. Nie przestawaj. No i egoistycznie napiszę, że ja chcę to móc czytać. Ale to już od Ciebie zależy. Całusy.
    PS. Aaaaa to w takiej roli byłaś w Polsce...

  • Gość: [ikroopka] *.dynamic.chello.pl

    Kryzysy były, są i będą, ale po to, żeby je pokonywać i nawet się nie wygłupiaj - po TYLU latach? przestać pisać? nigdy w życiu!
    No, a co do 'potencjału' - wykorzystaj, bo jak zmarnujesz, pożałujesz:(
    Wiem, co mówię, w końcu starsza jestem:(
    :))))

  • takajedna_ja

    Ewa, ikroopka, Agnieszka, Joanna, Dee - dziewczyny. Piszę od zawsze. I nie zamierzam przestawać póki co. Bardziej myślałam o zmianie adresu


  • Gość: [natalia_nk] *.dynamic.chello.pl

    No to oby obcy , nie znający się na pewno dostali adres ten nowy :) bo chyba byłoby mi smutno czytam od początku

  • moonfairy

    To jest, jak spore świństwo, kiedy czyta się blog znajomego, a samemu się bloga nie pisze, czy nie udostępnia. Chamstwo. I jeszcze pretensje! Ha ha ha.

    Zmiana adresu nic nie da. Trafią tam wcześniej, czy później.

  • j.julia

    Wiesz co, może puść w świat informację, że jesteś niezła jako tłumaczka polsko-angielsko-szwedzka? Może przez Szweda, może niech Ci da jakieś referencje z tego spotkania i poroznoś/porozsyłaj po firmach, które współpracują lub mogą współpracować z Polakami? Nie tylko w Twojej miejscowosci, w końcu żeby przetłumaczyć, można przyjechać i z daleka. Na początek jako praca dorywcza, ale na dłuzej - kto wie?
    Zobacz, jak to wyglada w szkołach. Sporo rodzin z Polski wyjeżdża, dzieci nie znają języka, potrzebują asystenta znającego oba języki. Masz doswiadczenie w pracy z dziećmi w przedszkolu, pewnie jakiś oficjalny dokument też.
    Biura podróży? Czy Szwedzi jeżdżą do Polski? Może przydałabyś się jako rezydentka w Szwecji albo w Polsce?
    To taka moja garść luźnych myśli.
    Lubię, jak piszesz, czytam, choć rzadko komentuję.

  • placekziemski

    Lubię Cię czytać:)

  • ola_grab

    no weź! nie strasz. co ja będę czytała? swojego bloga? ;-)

  • Gość: [ikroopka] *.dynamic.chello.pl

    Jesli zmienisz, koniecznie daj znac.

  • czarnawiewiorka

    Nie zmieniaj adresu, ale jeśli tak to proszę o wiadomość.

  • anonim002

    j.julia ma dobre pomysły - spróbuj je wykorzystać. :-)

    ...i w razie czego wpisuję do kolejki po nowy adres ;-)

  • takajedna_ja

    anonim, julia - to tak nie działa, nie w Szwecji. Urzędy państwowe zatrudniają zawodowych tłumaczy, tłumaczy, których kompetencje potwierdzają ukończone studia dla tłumaczy.
    W Szwecji generalnie nie ma zatrudniania osób z nieodpowiednim wykształceniem. Jeżeli chcesz pracować w sklepie musisz mieć ukończony odpowiedni kierunek w szkole średniej. Personel w hotelu? W kuchni? Spawacz w fabryce? W takich ofertach pracy ZAWSZE jest warunek "ukończony kurs szkoły średniej o profilu".
    Nie namyśliłeś się człowieku w wieku lat 15 co chcesz robić, wybrałeś kierunek inny niż chciałeś...no to...sorry, taki mamy kraj.

  • 4_dina

    Ja rowniez wpisuje sie do kolejki po nowy adres, za bardzo lubie Twoj styl pisania i nie chciala bym starcic tego miejsca do czytania. co prawda nie komentuje ostatnio za czesto, ale czytam kazdy post :-)

Dodaj komentarz

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci