Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Komarek

Kawa o 4 rano

takajedna_ja

w Porcie Małych Łodzi

 

Światło o wschodzie zmienia się z każdą sekundą.

 

 

 

Komarek! Nim wyruszy w podróż "do mamusi" fabryki jeszcze mnie przez chwilę pocieszy ułudą wolności.

 

 

 

Ale jak się o świtaniu wyrusza z domu a na termometrze jest 12 stopni to sama gorąca kawa i promienie słońca to za mało by zabezpieczyć przez przemarznięciem w czasie jazdy na Komarku. 

Smutne życie nie skaczącej kózki czyli zapisków od nogi ciąg dalszy

takajedna_ja

Boli. 
Rwie. Ciągnie.
Naturalnie dostałam poradę lekarską z dobrego serca, więc się jej trzymam, co nie zmienia faktu, że łajza boli!
Ból da się jakoś znieść przy pomocy ibupromu i paracetamolu ale wkurza mnie unieruchomienie w domu! 
Do najbliższego sklepu jeżdżę rowerem, bo gdy idę to zajmuje mi to godzinę i skutkuje bólem nie tylko stopy ale i innych nierówno napiętych z powodu kuśtykania miejsc. Więc nie chodzę.
Psiakrew!
Rzepak kwitnie! Wszystko kwitnie. Świat woła...w świat. A jak kulawa a moped dziurawy.
Zdesperowana, ruszyłam Komarka bladym świtem: Miśka szła do pracy i ktoś musiała pobyć z Zuzią wcześnie rano więc się zgłosiłam na ochotnika. Bycie z Zuzią to zawsze jest przyjemność, nawet jak boli noga. Zuzia to rozumie. 
- Ośśś - mówi i ciągnie za rękę.
- Nie mogę iść, ptaszku, zobacz mam chorą nogę
Zuzia przygląda się z uwagą mojej zmasakrowanej stopie, ostrożnie głaszcze jej grzbiet i mówi ze współczuciem
-Babi oja, ojojoj, oja babi, boli.
Od razu mniej boli, mówię wam.
Jazda na mopedzie wczesnym, niedzielnym rankiem po mieście to miód z maliną. Pusto, spokojnie, można sobie błędów popełniać do woli bez stresu, że każdy widzi, że oferma jedzie. Nie, obtrąbienia się nie trzeba bać nawet w samo południe. Szwedzi raczej nie mają tego zwyczaju, no chyba, że naprawdę w zagrożeniu stłuczką. Mimo to na pustej ulicy ma się większy komfort. Dzięki niedzielnej jeździe odkryłam, że hamulec i nie muszę hamować nogami. Nie no, teoretycznie to wiedziałam, że mam tylko mi się zapominało. Samo.
Po niedzielnej jeździe uznałam, że jestem już królem szos i postanowiłam pojechać Komarkiem do pracy. Czym oczywiście pochwaliłam się wszystkim wkoło. Mąż uznał pomysł za dobry, tylko z niewiadomych powodów wciąż mi przypominał, żebym się przed tym odwróconym trójkątem zatrzymywała  bezwzględnie oraz żeby używała kierunkowskazów. Szwedzi nie używają migaczy z wypadki wcale nie są częściej niż Polsce! Po prostu każdy Szwed dojeżdżając do skrzyżowania zatrzymuje się i czeka co zrobi ten z naprzeciwka. Jak mają taki znak podobny do + to sobie gestami pokazują "jedź pierwszy" . Znaczy na równorzędnych tak robią.

Słowo się rzekło- Komarek stał u płota, ale o godzinie 11 to ulica wcale nie wygląda tak jak o 7 w weekend. Modląc się do wszystkich bogów, wsiadłam i pojechałam. Już na starcie poczułam dyskomfort z powodu braku pasa bezpieczeństwa oraz oparcie pod plecy!
Mniej więcej po 50 metrach odkryłam, że mam lusterko! i że się przydaje, tylko trzeba w nie patrzeć. Choć może jakbym nie patrzyła to bym zawału nie dostała, że pcham się wprost pod WYPRZEDZAJĄCEGO mnie rowerzystę. Zjechałam, rączką na przeprosiny nie machnęłam, bo przecież kierownicy nie puszczę.  
Taka byłam przejęta, że mi nawet ambicja nie pisnęła na temat bycia wyprzedzaną przez rowerzystę. Rowerzysta minął mnie i pokazał, żeby wyłączyła migacz. To wyłączyłam. Potem już pamiętałam. Dalej to już w ogóle była bajka. Jedno rondo: puste. Pojechałam. Potem zakręt 90 stopni, pojechałam po zewnętrznej. Na prostej stanęłam na środku ale rzut oka w lusterko pokazał mi kolejkę za mną, to zjechałam do prawej.  Wzięli się , cholera za wyprzedzanie, jakby im się paliło. A ja jechałam ile bozia i fabryka dała czyli całe 25km /h! Szpanerzy, cholera, myślą, że jak maję te parę kilometrów więcej mocy to szosa należy do nich.
Drugie rondo, już za miastem było całe moje. Jak je minęłam rozparłam się wygodnie, bo dalej to już pusta droga!
Dojeżdżałam do skrętu w moją drogę cała szczęśliwa. Droga prowadzi tylko do mojego klubu oraz do nieco wcześniejszego Swerocka - firmy co robi beton i wykopuje piach. I wtedy w lusterku zobaczyłam tego grzmota za mną! Wybrał się akurat teraz! Wiatr był silny, z prawej strony i czułam jak mnie pcha na środek. Droga w tym miejscu jest wąska, dość popękana, bo w większości użytkowana przez ciężarówki. 
Jechałam jakimś zygzaczkiem, ściskałam kierownicę, zerkałam w lusterko i już nie w duszy ale na głos mówiłam :
- Nie podjeżdżaj, nie wyprzedzaj mnie, proszę, proszę, nie rób tego, ja zaraz skręcam, o zobacz, masz migacz, to nic że za pół godziny skręcę, ale sam zobacz, że masz przed sobą spanikowanego człowieka, nie bądź psychopatą, plissss 


Skręciłam w moją drogę. Moja droga prowadzi tylko do klubu. Jeżdżą tamtędy pojedyncze samochody osobowe, bardzo powoli jeżdżą i ostrożnie bo najwięcej jeździ tamtędy dzieciaków na rowerach. Na szczęście zapomniałam, że czasem przyjeżdża ciężarówka z towarem do naszego klubowego kiosku, bo jakbym o tym pomyślała to na bank by się zmaterializowała. A tak : znów byłam królową szosy. 

Do domu wyjechałam nie o 16, ale o 16.30 i dotarłam bez zbędnych emocji. Tylko już nie dałam rady zjechać w lewo, żeby wjechać na moje podwórko. Ruch był jak wściekły, policja krążyła, bo młodzież akurat szykowała paradę, ulicami w grupkach szli przebierańcy, ludzi był tłum.
Zostawiłam Komarka na ulicy (w miejscu dozwolonym do parkowania) i poszłam do domu.

Z parady zwanej tutaj Karnawałem będą zdjęcia.
Dziś ustalam z DHLem czasy wysyłki Komarka do producenta. Przysłali listy przewozowe z góry opłacone. Mam nadzieję, że zrobią go równie szybko jak reagują na maile.
Do pracy pojadę rowerem. 
 

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci