Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Kocio i P_Sunia

Kocio

takajedna_ja

Kocio jest chory. Wymiotuje od dwoch dni. 
Ostatnie kilka tygodni mial takie humory, siadal na srodku o sobie miauczal. Jedzenie w misce, woda w konewkach w calym mieszkaniu ( Kocio z miski jak czlowiek jak zwierze nie pije - tylko z wiaderek, konewek i innnych takich, nie przeznaczonych do pojenia kota), toaleta otwarta. A Kocio placze. Myslalam: nudzi sie. W Polsce przyszlo mi do glowy, ze moze chory...moze do lekarza trzeba ?
Ale jak przyjechalam nie plakal. No a teraz wymiotuje.

Boje sie...
Bedzie jak z PSunia ?
Nie jestem gotowa. Jeszcze nie... 

Poprosze o kciuki i dobre mysli. 

9 kwietnia

takajedna_ja
Rano.
Słońce zagląda w okna, tańczą na podłodze i ścianach złote plamy. Kot się przeciąga w jednej z nich.
Zza ściany dobiega poranny śpiew Zuzi.
Za oknem, na szkolnym maszcie powiewa flaga, ale brzozie włosy nie są rozwiane, to znaczy, że wiatr nie jest zbyt mocny.
Kawa pachnie.
Tyka zegar. Słychać oddech śpiącego Marcepanka.
I mruczenie zapadającego w sen kota.
Sobotni poranek, tak sam jak zawsze.
A jednak nie taki sam.
Czegoś brak.
Brak chrobotu pazurów, łagodnego klepania puszystej kity, ciepłych liźnięć na powitanie. Brak przymusu szybkiego wypicia kawy, ubrania się, bo trzeba wyjść na ranne siku.
Smycz wciąż wisi na wieszaku, żałośnie pusta. Potykamy się o nią każdego dnia, ale nikt nie ma siły jej ani schować ani wyrzucić.
Jemy, pracujemy, uczymy się. Nawet się śmiejemy, czasem nawet do rozpuku. Żyjemy dalej.
Tylko ze zdziwieniem notujemy, że kot jakby posmutniał.

24 marca - Inwazja

takajedna_ja
Kocio ma dylemat. Jest przy tym nieco rozgoryczony. Tak!
Kto do niedawna był pieszczoszkiem Pańci ? Kto miał niekwestionowane prawo do wylegiwania się w najbliższym sąsiedztwie Pańci ? Kto miał monopol na pieszczoty, zachwyt i uwagę ? Kto ? No kto ? ON. Kocio. Miał. Tak właśnie – czas przeszły. Bo już nie ma.
Jak się w domu pojawili kolejni osobnicy to Kocio pokornie milczał. Nic nie powiedział, nie zaprotestował, choć przecież miał do tego pełne prawo. Bo to wszak jego, Kocia, eksmitowano z ulubionego miejsca, ale nie. Kocio ugodowy jest, nie kłócił się, ustąpił, bo rozumie. Chciał się nawet przywitać z nowymi domownikami, zwłaszcza z tym najmniejszym, ale Pańcia nie pozwoliła.
Nie, to nie. Kocio postanowił dystans zachować. I zachowywał przez kolejne dni. Nie będzie się napraszał, prawda ? Godność trzeba mieć.
Tylko czasem, jak nikt nie widział to Kocio przysuwał swój nos do tego ...czegoś. Nazywał to to COŚ bo nie bardzo wiedział, co to. Tak, tak...P_Sunia to myśli, że wszystkie rozumy zjadła. „Człowiek” – mówi. Akurat! Co jest człowiek, to Kocio wie, bo zna. Spotyka przecież. Więksi są. Chodzą. Mówią. I zupełnie inaczej pachną. A to coś...
Małe. Leżące. Czasem hałasowało, ale dźwięki jakie się z tego wydobywały nie były miłe dla kociowych uszu. I jeszcze jedno. Kocio może się nie zna, może ślepy jest, ale innych dwunożnych Pańcia tak nie traktowała. Nigdy. A tu – proszę – na usługi tego Czegoś. Ledwie To-to piśnie, a Pańcia już tańczy jak jej zagrają. Jak nie przymierzając P_Sunia za swoich najlepszych lat, na dwóch łapach, za kawałek ciastka.
Kocio obserwował zjawisko i wreszcie któregoś dnia pojął.
Coś zaczęło od jakiegoś czasu częściej przebywać na podłodze. Czemu ? A kto to wie ? I któregoś dnia, gdy Kocio sobie spokojnie przechodził obok do własnej (to znaczy p_suniowej, ale to prawie jak własna, prawda?) miski usłyszał z tyłu za sobą głos mrożący krew w żyłach:
- Iiiiiiiiiiiiiiiii!-  i coś go capnęło za łapkę. Wyszarpnął się w panice, jednym susem dopadł krzesła, z krzesła wskoczył na stół i dopiero z bezpiecznej wysokości obejrzał się co to było. Z dołu patrzyło na niego dwoje niebieskich oczu! NIE-BIES-KICH jak niebo w lato. Niebieskich jak ekran pańciowego komputera, wtedy jak mówi te brzydkie wyrazy. Niebieskich jak... jak Kocio nie wie co, bo nic tak niebieskiego nie widział. A już na pewno – nie widział takich oczu u człowieka. Więc to na pewno nie człowiek. Ale co to jest ? Kocio wtedy jeszcze nie wiedział.
Od tego dnia Kocio czuje się jak zwierzyna łowna. Jak tylko na chwilę zejdzie z wyżyn pańciowego łóżka natychmiast słyszy ten mrożący krew w żyłach okrzyk bojowy i Coś zmierza w jego stronę z prędkością światła. Człowiek ...?! Akurat! Człowiek się przemieszcza na dwóch łapach. TO łap prawie nie używa. Jakoś tak przednie wyrzuca do przodu, brzuchem szoruje po ziemi, tylnymi się odpycha. Tak się przemieszcza. I krzyczy przy tym, a oczy ma zmrużone i taką minę, że...A wszyscy w domu wciąż tylko temu się przyglądają. I wciąż tylko mówią o tym czego to cos potrzebuje. I zabawiają je. Ciągle coś innego pod nos podsuwają, żeby tylko zadowolone było.
Skoro takie małe potrafi zmusić ludzi do robienia tego czego ono chce to to musi być jakaś potężna siła- zrozumiał to Kocio wreszcie.
Nie ma co owijać w bawełnę. W domu Kocia zalągł się Mały Potwór. Za wiedzą i zgodą ludzi! I teraz Kocio ma dylemat. Obrazić się na niewdzięcznych i nic nie robić, niech mają za swoje,  czy jednak stanąć do walki, przepędzić Małego Potwora nim stanie się Dużym Potworem, odzyskać splendor, miejsce na kolanach u Pańci i na jej poduszce ?

Kocio nie lubi zmian

takajedna_ja
Kocio się czuje zagubiony, czego wyrazem jest wyraźnie okazywana chęć ucieczki z domu. Swoje rozgoryczenie Kocio demonstruje donośnym miauczeniem w różnej tonacji, ale jakakolwiek by nie była, wyraźnie słychać w niej rozpacz i rozgoryczenie. Bo Pańcia niedobra zabrała kotu wodę. Zabrała! No! Taka jest. I nie chce oddać za to tłumaczy:
- Kocio, woda wiaderku na balkonie była do podlewania kwiatków. Koniec z podlewaniem - koniec z wiaderkiem. - to mówiąc Pańcia stawia w kolejnym kącie mieszkania kolejną miseczkę z wodą. Ostatnio nawet kran w łazience odkręciła. Ale co Kocio ma zrobić jak mu tylko z TEGO wiaderka smakuje ? Pańcia to kawę pije tylko z jednego kubka, a kotu jednego wiaderka żałuje. No to co, że wiaderko takie pięciolitrowe ? Czy Kocio Pańci wylicza ile razy dziennie herbatę pije ? Nie ...
A po za tym przestrzeń życiowa Kocia się skurczyła. Że Młody jest egoista i do swojego pokoju nie wpuszcza to Kocio przywykł. Nie, to nie. Ale żeby smarkacz się nie czuł taki ważny to Kocia zawsze wie kiedy można skorzystać z okazji i zaznaczyć, że mimo wszystko jak chce to mu WOLNO. Na pamiątkę własnego pobytu w strefie zakazanej Kocio zostawia otwarte drzwi do szafy. Oraz nieco kłaków na świeżo upranych ubraniach Młodego. Zresztą - niech se ma, chciwus ten jeden pokój, skoro cała reszta jest kociowa. A otóż nie. Od wczoraj wyeliminowano z kociowego zasięgu kolejny pokój. I to akurat sypialnię. A Kocio właśnie tam najlepsze drzemki sobie ucinał w dzień. A wieczorem miał gdzie się miziać z Pańciem. Bo Pańcia to ma pomysły, naprawdę.
No to co, że POSyn przyjechał ? To nie powód, żeby mu oddawać ulubione miejsce kota. No w końcu jakaś hierarchia musi obowiązywać! A tu, nie. Przenieśli się ze spaniem do salonu. Haha! salonu. Kot by się uśmiał. No teraz to to salonem na pewno nie jest. Z tym łóżkiem? No ale z kotem jak widać przestano się liczyć. To po co ma tu siedzieć ?
Pójdzie sobie w świat, a oni jeszcze za nim zatęsknią, oj zatęsknią. Tylko niech do czorta otworzą te drzwi - monologuje głośno Kocio na dywaniku pod drzwiami ...
P_Sunia tym razem nic nie mówi, ale się cieszy. Bo ona lubi wszystkich i jest jej wszystko jedno gdzie, byle z Pańciem. No i z Pańcia naturalnie.
 


Jak zegarek

takajedna_ja
Z Kociem coś się porobiło. Chory ? Znudzony ? Nie wiadomo.
Miska z jedzeniem niemal stale pełna a Kocio chodzi, popłakuje, na kolana się pcha, o ramię pieszczotliwie się ociera. Pańcia to się nawet początkowo ucieszyła i to nawet podwójnie. No bo jak przestał się objadać to może schudnie trochę ?
- ...i zobacz jaki on się przytulny zrobił ostatnio, kocha mnie – raportowała z uciechą swojemu mężowi czyli Pańciowi. P-Sunia nic nie powiedziała, popatrzyła tylko przeciągle w oczy Pańciowi, a ten od razu wiedział, ale jeszcze taktownie zmilczał. Ale gdy Pańcia się coraz częściej cieszyć zaczęła kociową miłością, P-Sunia się zniecierpliwiła.
-Ty weź i jej coś powiedz. Stara jest jak ja, a naiwna taka, aż wstyd.
I Pańcio posłuchał. Gdy któregoś wieczoru Kocio znów się wepchnął na kanapę pomiędzy  Pańcia a Pańcię, która od razu się rozczuliła :
- Oooo, mój kotek malutki, też chce do rodziny, zobacz jak on mnie kocha – Pańcio nie wytrzymał:
- Akurat cię kocha ! Zobacz, tylko spójrz : gdzie ma łeb ? O kogo się ociera ? O ciebie ?
- Ale śpi zawsze przy mojej głowie – zaoponowała Pańcia
- Ta...Bo wie, że jako najważniejszej osobie należy mi słuszny wypoczynek...
I dalej w ten deseń przez pół wieczoru. P-Sunia się tylko za głowę złapała, wzrok z niesmakiem odwróciwszy.
- Święta naiwności – mruknęła.  Że Pańcia, to wiadomo, ją zawsze łatwiej było nabrać ale Pańcio ? Ale co ? Brutalną prawdę ma im rzucić między oczy ? Choć właściwie czemu nie ?
Gdy następnego wieczoru Kocio znów się pojawił na kanapie, P-Sunia pojawiła się za nim. To znaczy nie cała, bo tylko łapki zdołała położyć i ogonem radośnie pomerdać, gdy Pańcia rzekła
- P-Sunia, ty zazdrośnico, wstydź się.
I P-Suni się przykro zrobiło bo ona wcale nie z zazdrości , tylko pokazać chciała, że ona też kocha i też chce być z nimi.
Kocio tymczasem poleżawszy chwilkę, ot tak, żeby tylko własną obecność zamanifestować, wstał i udał się kuchni. Obwąchał własną miskę, i to niedobre coś co Pańcia nazywa pysznym jedzonkiem, choć sama nos odwraca. Prychnął z obrzydzenia, zeskoczył, obwąchał psią miskę, pustą, z ostatnim ziarnkiem kaszy na dnie, zjadł kaszę, pomyślał z niechęcią o P-Suni -Łakomczusze. Poszedł do łazienki, wiadome potrzeby załatwić, ale drzwi, jak zawsze, zastał przymknięte. Dawno temu, Kocio potrafił sam te drzwi otwierać, ale teraz nie umie. Nie umie, naprawdę. Nie pamięta, że się od spodu pazurkiem zaczepia i ciągnie, w odpowiednim momencie wciskając pyszczek między framugę. A skoro nie umie to musi poprosić kogoś o pomoc. Zasiadłszy zatem w odpowiedniej odległości Kocio miauknął znacząco. Odczekał chwilę, zanotował brak reakcji i miauknął ponownie.
- Drzwi zamknięte ? – zainteresował się Pańcio.
- Pewnie tak, ale przecież on potrafi sam – przytaknęła Pańcia.
- Jakie potrafi? Jakie potrafi? Nie potrafi! Nic nie potrafi! Malutki jest! – rozkrzyczał się Kocio na całego. P-Sunia nos wystawiła zza drzwi, zobaczyła złe spojrzenie Kocia i wycofała się z godnością. Pańcia westchnęła, że Kocio aż w korytarzu usłyszał i podniosła się.
- Kocio, ty to jak jeden chłopiec u mnie w przedszkolu. Tamten też biedactwo nawet kurtki nie włoży na siebie, bo nie umie. Jak przyszłam dwa miesiące temu to umiał, a teraz nagle zanieumiał. Malutki się zrobił, tak jak ty – tak gderając uchyliła drzwi.  Kocio tylko machnął ręką  bo mu się już nieco spieszyło i wcisnął  w szczelinę.
Załatwił co trzeba, wrócił do reszty domowników. Usiadł przed P-Sunią, która radośnie turlała się po podłodze naigrywając się z Kocia:
- Hehehe, dziecinniejesz mój drogi, dziecinniejesz na stare lata
- A lanie to kiedy ostatni raz dostałaś ?- zaperzył się Kocio i przyczaił się do skoku.
- On mnie bije! – poskarżyła się P-Sunia wciskając głowę pod kolana Pańci, która pokręciła głową z dezaprobatą i rzekła:
- Kocio, z tobą to jak w zagadce : Nie je, nie pije, a chodzi i bije –
- I wyje – dodała P-Sunia, bezpiecznie schowana pod nogami Pańci.
- Bo jej to dajesz takie dobre. Świeże mięsko, szyneczkę, tłuszczyk od pieczeni, a mi ? Mi ? Nikt mnie tu nie kocha – obraził się Kocio i udał na wewnętrzną emigrację. U Pańcia na łóżku.
 
 
 

Miniaturyzacja?

takajedna_ja
Połączenie człowiek + komputer natychmiast generuje kota . A dokładniej kocie głębokie zainteresowanie człowiekiem.
Jak głębokie ?
Tak głębokie, że kot o wymiarach 60cm x 40cm mieści się przestrzeń
wymiarach 30cm x 21cm (zmierzyłam). To się nazywa optymalizacja : minimalizacja Kota przy maksymalizacji uczuć.

Wasze też są zazdrosne o komputer ? Czy może o coś innego ?

Czy Kocio miewa PMS ?

takajedna_ja
Że Kocio jest żarłokiem sybarytą to już się zdążyłam przyzwyczaić. Wiadomo, że żarełko z puszeczki dobre jest, ale jeszcze lepsza jest rybka, najlepiej nie surowa. Albo surowa szyneczka.Mniam Mniam. Same pyszności, prawda. Fajny jest też listek laurowy i nim się go zje można się o niego poocierać, i pachnieć potem jedzonkiem.
Zielone, ziołowe tabletki uspokajające na Kocia działają pobudzająco. Taką pojedyncza tableteczkę to i poturlać można, a i zjeść na koniec fajnie. Jeszcze lepiej jak się da zapolować na całe pudełeczko. Ono malutkie jest, okrągłe, daje się turlać, a przy tym grzechocze i wydziela zapach. Ale jaki ! Sam miód z maliną, kocimiętka to przy tym żaden rarytas. Zresztą kocimiętka to w ogóle jakieś przesądy. Jak mu pierwszy raz posiałam, to prawie drutem kolczastym ogrodziłam, żeby nie zeżarł nim urośnie. Urosło, podstawiłam pod kociowy nos i...I nic.
- No powąchaj - zaproponowałam. Wydawało mi się czy patrzył na mnie z politowaniem ?
- Powąchaj - powtórzyłam z naciskiem i na wszelki wypadek wsadziłam mu trawę niemal na głowę. Otrząsnął się z obrzydzeniem.Po czym z godnością odmaszerował.Obejrzał się jeszcze, obrzucił pogardliwym spojrzeniem mnie i zielony wiecheć.
"Powąchałem, nic specjalnego" No przecież naprawdę to usłyszałam!
Odtąd wiem, że kocimiętka to przesądy.
Aż tu któregoś dnia wieczorem, przypomniałam sobie, że muszę wziąć Femal magiczne tableteczki co to mi na niespanie, PMS, depresje i inne takie pomagają. Kocia spał błogim snem tuż koło mnie. Wyłuskałam tabletki z listka, ale okazało się, że herbata jeszcze za gorąca. Kocio się ocknął, i rzucił na tableteczki. Dobrze, że pierś mam obfitą to było czym bronić własnych zasobów. Kocio nie ustawał w walce, połknięcia i popicia niemal wrzątkiem nie przyjął do wiadomości. O wyrazach współczucia na okoliczność sparzonego języka i gardła nie wspomnę. Na nic tłumaczenia
- Kocio, to tabletki, kotki tabletek nie jadają.No dobra, jadaja, ale tylko te ziołowe. A te są akurat z pyłków kwiatowych. Ale nie wygłupiaj się, to są babskie tabletki. BABSKIE! Ty poniekąd jednak facet jesteś...No przecież mi nie powiesz, że masz PMSy i bolesne miesiączki.
Kocio był zdecydowany przysięgać na wszystko, że jest kotem wbrew swojej woli. Dałam jedną na odczepnego, myślałam, że poturla, ale gdzie tam. Złapał na ząb. Tabletka mała, ząb spiczasty,  trzy razy kombinował, w końcu rozgryzł, pogryzł i zeżarł. Jak nie wiem co , zeżarł. Dałam drugą, inteligentny jest, po rozgryzł za pierwszym razem i też zeżarł. To schowałam cały listek, bo nie dajmy się zwariować - kto tu ma PMSy ???
Po tym incydencie byłam przekonana, że już mnie nic nie zdziwi. I konsekwentnie nie dziwiło. Ale kilka dni temu kupiłam daktyle...
Co mam powiedzieć ? Że Rejtan z darciem szat to mały pikuś przy Kociu widzącym daktyle ?

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci