Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Zuzia

Balerina

takajedna_ja

Zdjęcie kiepskie, bo z telefonu i na szybko, ale co tam. Pochwalę się.

Rozluźniamy atmosferę

takajedna_ja

W drodze z przedszkola, o 16.30.
Za oknami ciemna noc, jak to grudniu.
- Ciemu tak ciemno? I ciemno? Kiedy będzie jasno? Kiedy będzie wiosnaaaa?

Poszliśmy na basen. Babcia z przyczyn fizjologicznych niestety wyłącznie jako dama do towarzystwa.
Dzieciak się chlapie, zjeżdża ze zjeżdżalni, wpada bombą do wody i się zaśmiewa. Dziadziu łapie jak zdąży, jak nie zdąży jest kolejna okazja do śmiechu. Potem ciepły, ale za to głęboki basen. Łaska boska - tam są wygodne fotele i dobre światło, więc można jedno oko zatopić w książce.
Naraz koło fotela wyrasta mała, mokra osóbka.
- Babciu...bo ja chciałam ciebie potulić...Ale jestem moklaaaa
Babcia przytula, trudno, będzie miss mokrego podkoszulka.

- Zuziu, a ty napisałaś list do Mikołaja?
- Nie. Psiecies nie umiem pisać.
- No tak, prawda. A to może razem napiszemy? Albo może ty narysujesz?
- Nieeee, ja nie umiem tak pięknie rysować.
- To nie szkodzi, narysujesz jak potrafisz
- Nieeee...
- A co byś chciała dostać od Mikołaja?
- Motylka! -odpowiedź jest natychmiastowa i zdecydowana.
- Motylka? Jakiego motylka?
- Niebieskiego!

- Babciu a ty widzis jak ja urosłam?
Babcia z westchnięciem:
- No widzę, widzę. Zupełnie nie wiem po co ty tak szybko rośniesz.
- Żeby móc jeździć na koniku. Na białym!
(Powtarza to od wiosny)

Wracamy z muzeum razem z Tymkiem.
Tymek marudzi.
- Nogi mnie bolą
- No, mnie teś - sprawiedliwość musi być. Jak dziadek nosił Zuzię na barana to zaraz potem musiał i Tymka. Jak babcia słuchała Tymka to natychmiast musiała i Zuzi.
- Chciem ciekoladkę - Dziadek ma zawsze schowane Ptasie Mleczko dla wnusi i ukradkiem wydziela po dwie kostki.
- Dobrze dostaniesz czekoladkę jak przyjdziemy do domu - obiecuje babcia.
Tymek wzdycha...
- Moim nogom stończyły się baterie -  (nie wymawia K).
- Moim teś, moim teś - przypomina Zuzia
- I co ? Trzeba naładować te baterie? - domyśla się babcia- Ale czym się takie baterie ładuje
Zgodny dwugłos:
- Czekoladką!

Kolejny rok za nami

takajedna_ja

Cztery lata temu zostałam babcią.
I jak dotąd - była to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała.

Zuzia jest ...Nie umiem nawet tego ubrać w słowa.
Każdego dnia dziękuję Stwórcy za to, że jest.
Czasem zapominam o tym. I wtedy dziękuję raz jeszcze.

Siła wyobraźni?

takajedna_ja

Pokazałam Zuzi zabawę z pluszakami. Pluszaki gadają między sobą, jedne robią głupie rzeczy: plują albo puszczają bąki, inne je strofują, niektóre się obrażają, biją, płaczą, bawią się w chowanego, berka, tańczą, śpią, kłócą i godzą. Wszystko co tylko wpadnie nam do głowy.
...Zuzia od tego czasu nie chce ani bajek, ani ipada tylko "bawić się". Nie wiem cieszyć się czy pluć sobie w brodę. Bo już sobie spokojnie nie posiedzę.
Dziś do mamy Zuzia odjechała z torbą pełną starych pluszaków. W tym z naszym ulubionym Łobuzem.
Wczoraj, zmęczona bieganiem w Małpim Gaju ( lało nieprzerwanie od piątku) Zuzia siadła w kąciku i... zaczęła prowadzić dialog. Bez pomocy jakichkolwiek zabawek! Mając postaci tylko w wyobraźni!
Hurra! Jednak się cieszę.

Wszystko...różowe!

takajedna_ja

Zuzia nauczyła się nazywać i rozróżniać kolory. Choć czasem zapomina. Jak dziś w samochodzie w drodze na basen.Ogląda rajstopy.
- Tu mam serdusko! - melduje.
- Lózofe. I tu teć. I tu...I tuuuu - kończy z wysiłkiem, bo usiłuje wyciągnąć rajstopki z buta bo tam się ukryło jeszcze jedno serduszko i tylko krawędź wystaje.
- Ale masz jeszcze inne - podpowiada Babi. - O tu..jakie to jest?
- Białe!
- A tu?
Zuzia skonfundowana.
- Ziaponiałam...
Babi podpowiada
- Nie...
Nic.
-Nie...bie...
Rozbłysk i triumfalny okrzyk:
- Bloa!(Blå!)
...Ale różowy jej się nigdy nie myli. I jak może wybrać - wybiera różowe.W czasie zabawy na basenie byłyśmy różowymi konikami. A Dziadziu był kotkiem. Różowym

Zagadka

takajedna_ja

Jedząc lody Zuzia używa czegoś co nazywa >> "walamiczki"<<.(Podpowiedź obrazkowa) 
Podpowiem, że Zuzia jest uczulona na mleko, więc dostaje zazwyczaj sokolody.

Zuzia i my. Oraz zaraza

takajedna_ja

Weszłam, rozejrzałam się za ochraniaczami na buty i już nie zdążyłam ich założyć bo po podłodze zatupotały małe stópki i w drzwiach stanęła mała figurka odziana w kolorową sukienkę. Pół sekundy później małe rączki oplatały mą szyję, a małe nóżki mą talie (No, dobra, miejsca, gdzie inni mają talię)
Znad mojego ramienia wykrzykiwała radośnie do pani, która pojawiła się w szatni z tyłu z nią.
- Mormor komit! Mormor! Titta! (Babcia przyszła! Babcia! Patrz!)

A jeszcze kilka dni temu było mi przykro bo Zuzia mówiła, że "nie jubim babi". Lubi, lubi jak widać. Tylko babi przegrywa w konkurencji z dziadziem. W konkurencji z dziadziem przegrywa każdy. Tata i mamuś zwłaszcza.
Miałam pierwszą okazję posłuchać szwedzkiego mojej wnuczki. Jest lepszy niż polski! Ale dzieciak przeskakuje z języka na język bez zastanowienia.
W szwedzkim właściwie jedyne co zdaje się nieprawidłowe to wymowa głoski R. Po polsku jest dużo gorzej. Przede wszystkim masa błędów gramatycznych.
- Tata kupiła.
- Mamuś kupił. (no, w tym wypadku to wydaje się logiczne).
- To ja mówim.
- Titi siame (takie same)
- To ja byłem.
- Ja ciem otak

Ale to nic nie szkodzi. Latem, mam nadzieję, tata znowu zabierze ją na trochę do Polski. Pobędzie wśród sióstr ciotecznych, posłucha polskiego naokoło i znowu przyjedzie z buzią pełną polskiego.
Na razie zachwycam się, że jej szwedzki jest lepszy od mojego.

A mnie dopadła zaraz. Pierwszy raz w życiu odebrało mi głos, kaszel wywołuje ból w piersiach, gorączka zbijana lekami wraca regularnie co 6 godzin. Więc na zmianę leży i telepię się pod pod kołdrą i kocem a godzinę później czuję się jak w saunie i spływam potem. Wczoraj umieraliśmy jeszcze oboje. Mąż przywlókł zarazę z pracy kilka dni temu. Na tyle zjadliwą, że dzień po nim zapadłam na zarazę ja.

Nie mogę czytać, bo oczy bolą. Filmów też nie mogę oglądać bo wszystkie mam z napisami.
Więc leżę.

 

 

Z cyklu Zuzia i my

takajedna_ja

- Cio to?
- Alarm
- A ciemu?
- Jak ktoś upadnie i nie może wstać to naciska ten guzik i wtedy ktoś inny przyjdzie i pomoże
- A cio to lobi?
- To tak piszczy, pipipip
- A dzie?
- Nie wiem, pewnie w pokoju gdzie siedzi personel
- A daciego?
- Bo w innym miejscu ktoś mógłby nie zauważyć
- A ciemu...? ooooo, pani psisied...Bojem pani!
- Pani się boisz?
- On patsi...Oś do dziadziu

-         Zuzia, oddaj mi moją ściereczkę
Zuzia zwędziła mi moją ulubioną, służącą mi od lat wielu ściereczkę do okularów.
Ściereczka jest również ulubioną Zuzi od zawsze. Kiedyś wycierała w nią nos. Teraz służy jej do czegoś innego.
- Posiekaj tosiećke...Ja konik cielam. Tu, dziś? Tu ma mokle wosy. Musiem cielać.
( Wyciera konikowi grzywe i mówi przy tym do niego)
- No posiekaj. Maś mokle tu. Tu musiem ci cielać. To nie boli. Musim cielac, bo będzie mokle. O juś. 
  - Juś babi. Maś – oddaje mi ściereczkę.
Odwraca się do konika, łapie go za ogon. Namysł na buzi.
- Oj, oj, oj , tu teć mokle. Cieba cielać. Daj – wyciąga rączkę.

-         Oooo, jaka ziećna babi! Ziećnie mówi! Ja teć ziećna!

 

Czyta. To znaczy trzyma przed oczami kartkę z przedszkola z informacją, że wkrótce ferie zimowe. Mruczy pod nosem a potem nagle:
- Tu nie wiem...
( Jak czytamy pisma po szwedzku to zdarza się nam, że jakiegoś zwrotu nie rozumiemy, wtedy pada „tu nie wiem” albo „tego nie wiem”)

Wyciąga zdjęcie z przedszkola, na którym jest podpis, że to ona.
- Tu jest napisiane JA!



Ku pamieci

takajedna_ja

- To moj dziadziu, nie fuj! - awanturuje sie Zuzia gdy jakies dziecko popatrzy. 
- To moj babi! - jak wyzej.

Na basenie szalala z dziadkiem. Ale w pewnej chwili cos poszlo nie tak.
- Nie jubie cie, to moj woda - powiedziala do dziadka. I dziadek sobie poszedl.
Zuzia cieszyla sie tylko przez chwile.
- Dzie dziadziu ?
- Nie ma - odpowiedziala Babi.
- Mi ma..? A dzie?
- Nie wiem. Poszedl. Powiedzilas, ze go nie lubisz?
- Nie jubie! To moj woda!
- No to dziadziu sobie poszedl...
Dziecko sie nie przejelo. Ale posterowalo w strone murku odgradzajacego zjzad dla wozkow. Moze dziadziu schowany za murkiem peka ze smiechu i zaraz wyskoczy, zeby nastraszyc. Albo wyplynie spod wody. Ale dziadziu sie nie pojawial.
Zuzia wziela babi zaq reke.
- Os. Mozie tu je ?- Poprowadzila do brodzika, ale dziadka tam nie bylo.
- O, tu je, tu je! - ucieszyla sie na widok duzego "doroslego" basenu. Ale tam tez dziadziu nie bylo.
Pociagnela Babi za reke do sali z goracym basenem.
- Dziadziu! - wolala. Dziadziu nie bylo. Weszla do wody nadal trzymajac Babi za reke. Sprawdzila, ze nie ma tego dziadziu. 
-No widzisz, nie ma - powiedziala zmartwiona Babi. - Chyba bylo mu smutno, ze go nie lubisz i sobie poszedl.
Dziecko nie tracilo fasonu. Wyszlo z goracej wody, poszlo z powrotem, zagladajac w kazde miejsce.
- Mozie tu..Mi ma...A mozie tu...Te mi ma...
Tak doszlo do basenu z ktorego wyszla. Mina nietega.
- Mi ma dziadziu...- oj, jeszcze chwila zrobi sie podkowka.
Babcia nerwowo rozglada sie dookola i mysli "no zglupial, gdzie on lazi!"
Nareszcie widzi na schodkach prowadzacych do wody znajoma sylwetke.
Zuzia rozglada sie w kolo i jest tak zmartwiona, ze nie rozpoznaje albo nie zauwaza dziadka.
- Mi ma...Posied...
Babcia nachyla sie i mowi cichutko
- A zobacz kto tam ?
Buzia Zuzi sie rozjasnia, ale nie biegnie do dziadziu patrzy na babcie wyczekujaco
- To moze idz i powiedz dzidziadu, ze go lubisz, co ? Bo na pewno bylo mu bardzo smutno.
Dziadziu odwraca glowe i usmiecha sie. (No laska boska ze sie naprawde nie pogniewal, mysli babcia)
Zuzia pakuje sie dziadkowi na kolanka. Obejmuje za szyje i szepce
- Psiepjasiam 

Siedzimy w samochodzie, pora jechac do mamus, do domku.
- Nie cie omku, nie cie mamus - protestuje Zuzia. 
- Ale mamus sie za toba stesknila i na pewno bardzo sie ucieszy jak cie zobaczy - tlumacza na przemian babcia z dziadkiem.
Ale oto niesforny promien listopadowego slonca wpada przez szybe samochodu...
- Fieci f oko! -  krzyczy Zuzia. 
- Laly daj! Ty tes - nakazuje chowajac oczy za szklami okularow przeciwslonecznych.
- Dziadziu tes.
Bo nie ma, ze sie nie chce. Wszyscy musza miec te same akcesoria. Inaczej Zuzia jest gleboko zdegustowana brakiem rownowagi w przyrodzie 

 



 

 

Zuzia i my - ku pamieci

takajedna_ja



-          Ja nie widam – mowi Zuzia
- Co takiego ? Co powiedzialas ? – dopytuje sie Babi
- Nie widam tata – powtarza Zuzia
-Aaaa, nie widzisz taty ? - domysla sie Babi
- Nie widam – zgadza sie Zozolek.

-          Ciem sioko…! – krzyczy Zuzia do Dziadziu
- Tylko nie na lampe! – zastrzega Babi.
Wiec Zuzia natychmiast chce na lampe. A Dziadziu zawsze spelnia jej zachcianki ( chyba  ze babi przeszkodzi) wiec  podnosi wnusie wysoko, wysoko, az ta siega glowa lampy na suficie.
- Ojej wysoko jestes! – boi sie Babi. Zuzia smieje sie do rozpuku.
- Duzi etem! O! Duzi! Sioko!

Zuzia bawi sie literkami w komputerze. Kazda literka to jedna osoba.
- Zuzia
- Mamus
-Dziadziu
-Babi
-Kota
- …
Zabraklo pomyslow
Babi podwiada, a Zuzia powtarza i przyciska kolejna literke
- Tata, Okal, Bitel…
Znow brakuje pomyslu.
-Pan w przedszkolu..? – podpowiada Babi, bo Zuzia w nowej grupie ma pana, ale Babi go nie zna.
- Fledik
-Pani w przedszkolu ..?
- Ulika
-Ulrika ?
- Tak!
- A moze Erika ?
-Tak! – Zuzia jest zgodna.
- A ten chlopczyk w przedszkolu co tak ciebie lubi ?
-Nio…
- Ale jak on ma na imie ?
-Niooooo
( Potem mama wyjasnia, z ekolega ma na imie Neo, wymawiane wlasnie Nijo)
Znow zabraklo pomslu.
- Moze Kota ? – podsuwa Babi.
-Nieee, Kota jest, o tu – puka Zuzia w literke. Potem rozglada sie.
-Nie ma Kota. Choji. Ojojoj…- martwi sie.

Po wyjsciu z basenu Zuzia sie domaga

-          - Tleta!
Ostatnim razem zamiast Babi byla mama i nie mogla zgadnac co Zuzia chce. A Zuzia po basenie zawsze jest glodna, wiec Babi ma dla niej domowej roboty köttbullar – czyli malutkie kuleczki z mielonego miesa.

Inaczej Zuzia jest kaprysna i przekorna.
Wczoraj mimo kotleta tez nie chciala sie ubierac. Zalozyla legginsy i koszulke, a dalej ani myslala. Po kilku minutach perswazji Babi lojalnie ostrzegla dzieciaka
-Zaraz bede na ciebie zla
Dzieciak z mina niezalezna nadal przekrecal zamki w szafkach i tylko lypal okiem czy Babi juz jest zla. Babi wreszcie przybrala mine ”teraz juz jestem zla”. Zozol przekrecil jeszcze jeden zamek…A potem przetransformowal w Malego Kotecka. Kotecek miauknal z daleka. Babi usmiechnela sie serdecznie.
-O, jest moj maly kotek. Choc kotku dom nie, to cie poglaszcze.
I kotek przyszedl. Babi poglaskala kolo ucha i pod broda, bo kotki to lubia.
- Ale kotek powinien mruczec przy glaskaniu – upomniala sie Babi. I Kotek zaczal mruczec.
I tak mruczac dal sobie zalozyc bluze, i kurtke i czapke, i szalik…Potem na czworaka wyszedl z szatni do hallu. A tam Maly Kotek przetransformowal sie w dziewczynke.
-Nima dziadziu ? – zmartwila sie.
- Dziadziuuuuu! –zawolala.- Ooooo, jeeeee!

 (Kot nadal chory)


 





Dnia samolotów ciąg dalszy

takajedna_ja

...bo trzeba było na lotnisko w Gotebergu. Ale byliśmy za wcześnie. Więc sobie mogliśmy popatrzeć jeszcze.


 

I wreszcie...leci! Różowa landrynka a w niej w to co mamy najcenniejszego..?
 

Nie-e.
Zuzia przyleciała wcześniej. O całe 20 minut, w tym który się tak zakołysał przy siadaniu, że aż mąż yknął z przestrachu.

Ale my sądziliśmy, że to niemożliwe. Całe 20min wcześniej ??
I zamiast spotkać Zuzię wychodzącą z hali przylotów, spotkaliśmy ją na parkingu.

Tak sobie szła. Mała dama z plecaczkiem, w pięknym różowym sweterku i niebieskich trampkach.
- Zuzia- zawołałam. Popatrzyła...ułamek sekundy, a ja umarłam z rozpaczy, że zapomniała, nie poznaje mnie...
- Zuzanko, chodź do babi!-zwołałam ponownie i nim skończyłam już ją miałam w ramionach. Wtuloną, z serduszkiem tłukącym się z całą mocą. Nie chciała mnie puścić, nie chciała nawet spojrzeć, gdy powiedziałam: 
-Zobacz, kogo tu mam - ale usłyszała głos dziadziu i.. jednym susem przeskoczyła w inne ramiona.
Dwie godziny w samochodzie. 
- Mimasz?! - pytał zdziwiony maluch pokazując niebieskie paznokcie, bo miesiąc spędziła ze swoimi siostrami ciotecznymi i ciocią w Polsce.
- Mimasz?!-  pokazując korale
- O, masz! - pokazując niebieskie trampki.
- O! Dec pada!
- Sikuuuu! - 
- O, bąk! - i zatykał Dzieciak nos. I pokazywał wszystko dookoła, komentował, psocił, zanosił się śmiechem. 
- Dziadziu! - co chwilę - Muuu!
- Dziadziu! Dec! Dziadziu! Dziadziu!Dziadziu!

Bo dziadziu skupiony na drodze do domu, nie mógł się za bardzo udzielać. A Zozol stęskniony, spragniony uwagi, dumnie prezentujący całą skarbnicę nowych słów, zdań całych! I majtki zamiast pieluch, hurra! Zozol szczęśliwy.
- O, mamuś! - pokazała napis na trampkach. - Mamuś...Do mamuś..!- rozpromieniła się jeszcze bardziej.

Tęskniła..!


 

 

Przypadki Zuzi lat dwa i trochę - Śnieg

takajedna_ja

Dobrze się spało. Słodko. Cicho. Nic nie zakłócało snu. 
Zuzia otworzyła oczy. I zdziwiło ją, że jest tak jasno. Tak jasno, że mogła od razu zobaczyć uśmiechniętą twarz babci.

- Cześć Ptaszku -
Zuzia poderwała się i podbiegła do babci po miękkim, sprężyniastym łóżku, na którym czasami mogła się pobawić w „hopa-hopa”. Miękkie ramiona babci otuliły ją szczelnie.
- Chodź, coś ci pokażę – głos babci brzmiał tajemniczo.
- Zobacz co my tu mamy – podeszły do okna babcia i Zuzia na jej rękach. Zuzi oczy otwarły się szeroko ze zdumienia.
- O niej – jęknęła Zuzia. Świat był taki dziwny, spowity czymś białym, czymś co pokrywało samochody, lampy, krzaczki i nawet ...
- O niej! – powtórzyła Zuzia z ogromną troską bo nawet zjeżdżalnia była tym przykryta.
Babcia się tylko uśmiechała.
- To nic Zuzanko. To tylko śnieg. Zaraz zjemy śniadanko i pójdziemy go zobaczyć.

I tak się stało. Ale nim się stało, trzeba było cierpliwie przeczekać nudne ubieranie. Na szczęście Babcia umiała to zamienić w zabawę.
- A kuku! – zawołały nóżki z ciepłych spodni i uciekły czym prędzej, żeby schować się do fioletowych bucików.
- A kuku! – zawołała ucieszona rączka, gdy przecisnęła się przez ciasne zakończenia rękawa.
Zuzia tak się ucieszyła, że ją widzi, że aż przytuliła rączkę do siebie i pogłaskała.
Kochana rączka!
Na to druga rączka zaczęła się w pośpiechu przedzierać przez rękaw, niesforne paluszki plącząc w materiał. Babcia pomogła i druga rączka mogła zawołać
- A kuku! – i Zuzia tę rączkę też przytuliła.
Wreszcie wyszły.
Wyszły, akurat. Zuzia to prawie się wyturlała. Tyle miała na sobie ubrań, że czuła się jak piłka. Wyszły...i Zuzia zapadła się prawie po kolana w biały puch.
- O niej – zmartwiła się po swojemu i popatrzyła na ubielone spodnie. Babcia się roześmiała tylko.
- To tylko śnieg, Zuzanko. Taki puch zamiast deszczu. Zobacz jaki ładny. I lekki – i babcia kopnęła śnieg nogą. Poleciał w górę i rozsypał się w błyszczące w słońcu iskierki. Zuzia też się roześmiała.
A potem babcia pokazała Zuzi sanki. Zuzia popatrywała na nie nieufnie i wcale nie uważała, że to będzie coś zabawnego, żeby na tym siedzieć. No bo co zabawnego jest w siedzeniu na kawałku różowego plastiku ?
Ale babcia wystawiła sanki na podwórko i pociągnęła za sznurek. Sanki posłusznie, z chrobotem, pomknęły za nią. I Zuzia natychmiast chciała siedzieć na nich.
To było śmieszne, tak sunąć pupą prawie po ziemi, widzieć świat z tak niska, że można było patrzeć w oczy przechodzącym psom. Nawet tym najmniejszym.
Ale to jeszcze nic. Bo potem, kiedy już dziadziu wrócił z pracy to urządził Zuzi taką przejażdżkę, że ho ho! Gładki śnieg lśnił w świetle latarni a nad głową było ciemne niebo upstrzone migoczącymi kropeczkami, które pokazała jej babcia.
- Ooooo – zadziwiła się Zuzia zadzierając głowę wysoko.
A potem Dziadziu zawołał
- Zozolku, trzymaj się! – i ruszył. Najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, przed siebie, potem niespodziewany skręt, sanki zakręciły w miejscu, stanęły i znów ruszyły. Zuzia śmiała na całe gardło.
A potem trzeba była iść pod taką wysoką górę. Aż babcia się trochę zasapała. Dzidziu usiadł z Zuzią na sanki. I Zuzia się zdziwiła. Bo do wózka to Duzi Ludzie nie siadają, to i na sanki też chyba nie powinni? Ale to był Dziadziu. No a skoro Dziadziu, to na pewno będzie wesoło. I pewnie trochę strasznie.  Ale tylko tak troszeczkę.

I tak było. Dziadziu przytulił Zuzię z całej siły, odepchnął się nogami i ...
- Łiiiiiiii – wołała Zuzia mknąc z górki na sankach. Dziadziu się śmiał głośno a Zuzia mu wtórowała. Ale tak trochę niepewnie.
Ale gdy się zatrzymali, gdy zobaczyła, że babcia stoi obok i wyciąga ręce, a górka jest tuż tuż, to zachciała jeszcze. Więc zjechali jeszcze kilka razy, za każdym razem krzycząc i piszcząc. Aż Zuzia już nie miała siły krzyczeć.
Wracali do domu tą samą drogą, ale Zuzia już nie chciała sanek. Chciała na rączki, chciała przytulić się i uspokoić to, co tam w środku tak stukało szybko puk-puk-puk. I Dziadziu ją przytulił i zaniósł do samego domu.
A niebo nad nimi było ciemne, tajemnicze, migające gwiazdami.

Jeden dzień i wiadro melisy później

takajedna_ja

Pomyliłam czas w pralni. Rano owszem, ale jutro. Ale dzięki temu wstałam o 8 (choć planowałam o o 7). Dzięki czemu mam więcej czasu.
Noc wreszcie przespałam jak należy. I świat, choć mokry i ciemny od razu wydaje się lepszy.

Wczoraj pobiliśmy rekord w basenowaniu. Byliśmy bite trzy godziny. Z Dzieciakiem naturalnie. Miśka biega do pracy, a że pracuje o dziwacznych porach, zwykle po południu, to na nas spada obowiązek pilnowania wnuczki. Latem było fajnie - bo nawet jeśli pogoda była taka sobie to zaliczaliśmy spacer po mieście, plac zabaw, rynek na którym ratusz ze schodami i wielka kotwica oraz fontanny. Teraz, gdy zimno, wieje, deszczy i ciemno na dodatek jest kłopot. To wymyślamy różne rzeczy, żeby jak najmniej w domu, bo wtedy Zozol ciągnie do komputera. W komputerze do youtube, a tam do piosenek. Język dowolny, ale ma być żywo, z kolorowymi, wesołymi animacjami. I żadne tam bajki. Ma być muzyka. Jedyny wyjątek to Klub Przyjaciół Myszki Miki choć to nie do końca bajka jest.
Ja przy okazji że brak na tym serwisie dobrej, współczesnej polskiej muzyki dla dzieci. Nie wiem jak to wygląda w rzeczywistości, ale mam wrażenie, że podobnie.  Ostatnie piosenki dla dzieci, które mają jakiś fajny tekst i dobrą muzykę powstały chyba w latach osiemdziesiątych. Piosenki Natalii Kukulskiej, Ogórek, Zuzia lalka nieduża. I może jeszcze kilka. To co jest teraz to naprawdę lepiej żeby dziecko nie słuchało. Ani tekstu, ani muzyki. A aranżacje znanych, dziecięcych piosenek wołają o pomstę do nieba. Obowiązkowy rytm disko-polo, śpiewane przez dorosłych ale w stylu dziecka, nie dziecięca muzyka, ale muzyka infantylna. 
Nie wierzycie ? Posłuchajcie tu Dziadek Lulka farmę miał albo tu Krasnoludki. Animacje może by uszły, ale ten śpiew...Zaręczam jednak, że te nie są najgorsze. 
Ale znalazłam perełki - dwie. Nie dość, że fajne teksty, niezła muzyka i jeszcze niezła animacja. Zobaczcie Gruszkę  i Olimpiadę w Jarzynowie
Gdyby autorzy zrobili całą taką płytę to bym ją Zuzi kupiła. Ideałem byłoby jednak coś w stylu Mother Goose Club. Polską wersję, pod warunkiem, że równie dobra, kupiłabym chyba za każde pieniądze. 
Bo Dzieciak lubi muzykę. Tańczy, próbuje śpiewać, i powtarzać słowa. 
Prócz muzyki Zozol kocha Kocia. Niestety - nadal bez wzajemności. I koty już nie są "miau", koty teraz są "kota". I jaka to radość, jak Kota da się pogłaskać. Tylko raz i bardzo ostrożnie.
Ale najbardziej na świecie Zuzia kocha "dziadziu". Dziadziu jest de beściak. Ma samochód i czasem pozwala się nim pobawić. Ma jeszcze inne fajne zabawki. Telefon z dotykowym ekranem. Albo balony. Dziadziu jest silny - podrzuca, przewraca, nosi na barana. I tylko dziadziu potrafi umyć głowę tak, że nawet kropla na spłynie na buzię, i jeszcze zrobi z tego zabawę. Więc Zozol kocha Dziadziu najbardziej na świecie. Mnie się na powitanie dostaje co najwyżej krótki uścisk. A Dziadziu...Jedną z ulubionych Zuzi zabaw jest zakładanie torebki/wiaderka/plecaka na rękę i wychodzenie. Zamyka drzwi za sobą, macha rączka, mówi "Hej då" albo "Pa-pa" i wychodzi. Po chwili wraca i się wita radośnie. "Hej!Hej!" mówi i przytula dziadka. Więc raz usiadłam tak, że byłam bliżej tych drzwi. Dostałam jeden dodatkowy uścisk...i Dzieciak skończył zabawę. :(
M. się śmieje, że jestem zazdrosna. No pewnie, że jestem! Ale tylko troszeczkę. Rozumiem mechanizm. Wiem dlaczego jest tak, a nie inaczej. I wiem, że mój czas też przyjdzie. Więc czekam cierpliwie i tylko pomalutku, po cichutku daję znać, że jestem i też mam fajne zabawki. Zmywarkę z talerzami, odkurzacz, książeczki z bajkami, muzykę "dorosłą", bajki szeptane wprost do ucha na dobranoc, dmuchanie zbitej głowy i robienie ciasta.

Bywamy zmęczeni kiedy kilka popołudni z rzędu mamy Zuzię u nas. Zwłaszcza, że M. jest w trakcie leczenia, które go osłabia nie tylko immunologicznie. Ale wystarczy dzień przerwy i już tęsknimy. 
 

Zozol

takajedna_ja

Zuzia zaczyna używać zrozumiałych słów. Na początek mówi "pleple" co naturalnie oznacza jabłko.

Zsocjalizować dzieciaka

takajedna_ja


Niespełna miesiąc temu, na placu zabaw parku, Zozol kosym okiem spoglądał na inne dzieci. Utknąwszy przy kranie z wodą, absolutnie odmawiała bliższego kontaktu z ludźmi swojego wzrostu. Choć możliwe, że była to obawa przed utraceniem wyłączności na ukochaną zabawkę- czyli wodę.
Tak, Zozol już się nie boi wody z kranu, wody z fontanny i wody w wannie. Prysznic jest jeszcze passe...Wszystko za sprawą dwóch czy trzech wizyt nad jeziorem i zabawy z falami u babci na kolanach.  Teraz jesteśmy na etapie polewania wodą z konewki głów wszystkich zabawek ze szczególnym uwzględnieniem lali.
W ostatnią niedzielę znów byłyśmy w parku. Złodzieje-bandyci czyli pewnie służby komunalne zabrali nam kranik z wodą. I wody nie było.  Dzieciak rozłożyła rączki zdziwiony "Nie ma wody?" . Znów wypróbowała huśtawki, żeby stwierdzić, że nadal za nimi nie przepada. Przetestowała krzaczory - daje się uciekać i chować. Sprawdziła klatkę - nadal nic ciekawego. Przez linki nadal przechodzi się z pomocą babci. Zjeżdżalnie...zjeżdżalnie ? Ta mniejsza, do której się wchodzi po schodkach fajna jest, ale to dla dzidziusiów. Prawdziwi ludzie jeżdżą z tej, na którą trzeba wejść po ściance wspinaczkowej. (To co że z pomocą babci).
Kiedy na plac zabaw weszła dziewczynka, na oko w wieku podobnym do Zozolkowego, dzieciak się zatrzymał. Zagapił. Uśmiechnął!
A potem piaskownica.
Najpierw w kucki, potem rozsiadła się tyłkiem na piachu. Oparła rączkę na piachu. Skrzywiła się. Obejrzała łapkę. Brudna! Fuj! Babcia...! Babcia parsknęła śmiechem, powiedziała, że nic się nie stało, że to tylko piasek. Czysty piasek, bo dziwnym trafem nawet parkowe kaczki za płotek nie wchodzą, choć płotek raczej symboliczny.

 Ale prawdziwy hard core był następnego dnia. Czyli wczoraj. Czyli w poniedziałek. Hard core tak dla dzieciaka jak dla babci. Wizyta w Lekland czyli Świecie Zabawy. Taka szwedzka wersja polskich Małpich gajów czy jak je tam zwać. 
Na początek zaskoczenie, bo za wejście wyjątkowo płaci tylko dziecko. Dorośli opiekunowie dziecka - gratis. Cena, jak na szwedzkie warunki nie wygórowana - 100kr/3 h. Tylko trzy ? Pomyślałam na początku...
Była z nami Madzia i Julka - 1,5 roku starsza od Zozola. I dobrze, że była. Jula jest żywa, przebojowa, "od chmur nawracania", niczego się nie boi. Zuzia jest małym tchórzykiem, nowości bada ostrożnie, najlepiej za rączkę z babcią lub z dziadkiem, gdy stwierdza, że TO STRASZNE odmawia dalszej eksploracji...Tak więc Jula leciała przodem, wspinała się, zjeżdżała, turlała zaśmiewając się przy tym i piszcząc - no to Zuzia tez chciała. Ale żeby babcia była za rączkę. Albo Madzia. Wszystko było rewelacyjne, oczywiście zjeżdżalnie najbardziej. Ta, wysoka, wysoka, dmuchana, na której szczycie babcia pobladła i nerwowa rozglądała się za alternatywna drogą w dół. Której nie było. Zozol by sam pozjeżdżał, ale gąbkowa drabinka to zbyt wielkie wyzwanie dla dwuletnich nóżek pewnie za sprawą tej pieluchy, która sprawia, że przyciąganie ziemskie staje się mocniejsze. Babcia była niezbędna by ten tyłek podpierać. 
Najstraszniejsza okazała się droga po ścieżce linowej do długiej, falowanej zjeżdżalni. Raz czy dwa dzieciak dał się namówić, poszedł za Madzią podtrzymywany i asekurowany przez babcię. Ale potem dzieciak spojrzał w dół. No to co, że siatka, a do niej jeszcze druga siatka. Nie. Więcej tam nie pójdzie. Na rękach babci ze dwa razy, ale potem też nie. 
Nim Zozol się przeczołgał przez liny Julka zdążyła zjechać, obiec dookoła wspiąć się i wrócić.

Ostatnie 45 minut trwało i trwało. To znaczy dla dorosłych. Bo dziewczyny przy wyjściu urządziły regularny strajk. Ryk, kładzenie się na podłodze, bierny opór i werbalna odmowa współpracy. Aktów przemocy nie zanotowano, choć musiano użyć bezpośrednich środków przymusu.
Pięć minut po ruszeniu auta Zozol odpłynął. Julka wytrzymała dłużej - jakieś piętnaście minut.
Do domu pojechaliśmy dłuższą drogą - zamiast 45 minut, zajęło nam to 1,5 godziny. Dziewczyny się obudziły w mieście, pełne wigoru. Nie wiem jak Madzia, ale ja padłam na całe popołudnie a do łóżka poszłam jak grzeczne dziecko o 22.
Dziś boli mnie wszystko.
I ...ja chcę jeszczeeeee!!!

Zaraz...to którego dzieciaka socjalizowałam? Zozola czy małą Kasię ? 

Dwa lata temu

takajedna_ja

myślałam, że już mam poukładane życie i poukładane w głowie. Byłam przekonana, że wszystko wiem, bo jestem już stara, że nic już nie muszę, że powolutku, na luzie zjadę sobie z tej górki życia. 
Wywróciła wszystko. Zmieniła istniejący porządek, zmusiła do przemyślenia wielu spraw jeszcze raz, wykoleiła pociąg bezpiecznie sunący utartymi torami. Uczy mnie nieustannie. Uczy mnie śmiać się tam, gdzie dotąd wpadałam w złość. Uczy odpuszczać. Uczy szukania kompromisu i porozumienia. Uczy nie rezygnować i wciąż pukać w zamknięte drzwi. Uczy jak być lepszym człowiekiem. 
Zmusiła do spojrzenia na świat z jej perspektywy i okazało się, że świat roi się od rzeczy niesamowicie niezwykłych.  
Jest najlepszym prezentem jaki kiedykolwiek dostałam. 
Jest największym wyzwaniem przed jakim stanęłam.
Jest...Każdego dnia się jej przyglądam i każdego dnia zadziwia mnie i zachwyca istnienie czegoś tak nieskończenie doskonałego. Kiedy na nią patrzę - i kiedy tylko o niej myślę - wierzę w Boga z całego serca i dziękuję mu za nią.

Ma 86 cm i 12kg. Ma na imię Zuzia. Jest moją wnuczką. Dziś kończy dwa lata.

 

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci