Menu

I cóż, że ze Szwecji

Na bloxie od 11.11.2004!

Takie szycie

Z nudów

takajedna_ja

pobawiłam się jednym, niezbyt ciekawym zdjęciem.

O, takim:

 

Poprawiłam kolorystykę i pocięłam na kawałki.

 

 

A na koniec złożyłam.

 

Doprawdy, jakie rzeczy człek robi, gdy nie ma zajęcia...

Kto obstawiał Targi,

takajedna_ja

ten wygrał. Bo poszłam. 
Obeszłam salę jeden raz. Przystawałam przy każdym stoisku, nieśmiało, z boku zerkałam i uciekałam.
Kto i kiedy mi wmówił, że jestem odważna i łatwo nawiązuję kontakty ?? W nieznanym mi środowisku jestem niewidoczna, bezdźwięczna, bezwonna. Znikam, nie ma mnie ...albo przynajmniej staram się zostać niedostrzeżona. Zapytana czy w czymś pomóc, kulę się, mamroczę, że nie, dziękuję, ja tylko "kikar" i czmycham. Naturalnie pół sekundy potem wyrzucam sobie własne tchórzostwo i głupotę i żałuję, że nie zapytałam, nie poprosiłam, nie podzieliłam się uwagą. 
Już widzę, jak ci co mnie znają czytają to z niedowierzaniem. Jak otwierają im się szeroko oczy, jak w myślach układa im zdanie komentarza "Tyyy? Niemożliwe! Na pierwszym spotkaniu...Jak byłam z tobą w ..."Moi mili, spotkanie blogowe to nie jest takie całkiem nieznane środowisko. A już inaczej rzecz się ma, gdy w nowej sytuacji znajduję się w towarzystwie. Wtedy przecież NIE MOGĘ pokazać słabości, więc jestem silna, otwarta i przebojowa.
Obeszłam salę. Feeria barw! Szmatki, szmaty, szmaciory. Narzędzia, których przeznaczenia nie odgadniesz.  Gotowe wyroby - wielkie narzuty na łóżka i małe poduszki, nie tylko pachwork, dzierganiny różnej maści, zabawki i ubrania. Wszystko wykonane z kunsztem takim, że mnie tylko o tym marzyć. Dobór kolorów, deseni, różnych elementów dekoracyjnych. Orgia! 
Na ostatniej prostej pierwszego kółka zobaczyłam maszynę do pikowania. Przemysłową. Wysunięte ramię, tkanina nawinięta na bele jak na krosnach, napięta, bez stoliczka pod spodem, pikowanie odbywa się w powietrzu. Zagapiłam się, jakaś kobietka próbowała, pan z panią ją instruowali. Z razu nieśmiało, a po chwili coraz sprawniej pani prowadziła ramię i rysowała kwiatki na materiale jakby robiła to od zawsze. Uciekłam. Jeszcze mnie spytają czy chcę...

Za drugim nawrotem - bo w zbyt wielu miejscach pytali mnie czy pomóc - pani ze stoiska z maszynami Bernina podniosła głowę, uśmiechnęła się :
- O, to ty! - rozpoznała mnie ucieszona. Ich sklepik z maszynami i tkaninami leży blisko mojego domu. W oknach stoją maszyny (od 5,5 tys koron w górę) a nad nimi wiszą ich wyroby. Ilekroć tamtędy przechodzę przyklejam nos do szyby jak łakomczuch do witryn cukierni. 
Za trzecim nawrotem zaczęłam się czuć u siebie. Przyglądałam się prezentacjom. Na stoisku z ulubionymi maszynami pani prezentowała jakąś stopkę. Inna mogła siąść i spróbować przyszyć sznureczek do kawałka materiału. Szło jej tak, jakby robiła to zawodowo. Znajoma pani zapytała mnie czy chcę spróbować.
- Nie, nie - odparłam w popłochu - nie odważę się, popatrzę.
zaciekawiły mnie maszyny. Wyglądały tak zwyczajnie, ale ekranik wskazywał, że to wyższa półka. Pani od sznureczka skończyła zabawę, odeszła. Znajoma pani podeszła do mnie.
- Interesuje cię coś.
- Na razie rozmyślam. Jestem początkująca. Mam prostą maszynę, na 20 ściegów. Chciałabym coś więcej, ale muszę zebrać pieniądze - przyznałam się.
- To musisz najpierw pomyśleć co będziesz głównie szyć. Duże rzeczy czy małe. Ta maszyna... 
Zrobiła mi krótki, ale bardzo pouczający wykład o wyborze maszyn, o różnicach między poszczególnymi maszynami.
Już wiem jaką chcę i wiem, że nie kosztuje tyle co nasz samochód :).
Do innych budynków już poszłam jak stary wyjadacz. U siebie byłam. Znałam co najmniej jedną osobę. I też szyję. Nawet jeśli krzywo i na maszynie z Lidla.  
W innych budynkach było w zasadzie to samo. Tylko w trzecim natknęłam się prócz standardowej wystawy na jakiś występ. Ściągnęła mnie muzyka. Na scenie kobieta, na oko około sześćdziesiątki coś robiła. rzuciłam okiem, stwierdziłam, że acha szwedzki szoł - czyli disco muzyka i jakieś miny pewnie skecz jakiś. Już miałam iść, gdy kobieta zdjęła bluzkę...Ke ?? Pod spodem miała czarny stanik i pomarszczoną skórę. A ona zdjęła spódnicę! Czarne, obciskające majtki "z golfem"! Nogi całkiem ładne musiały być ...kiedyś. Co ona robi ? Skacze ? Biust jej podskakuje, tu i ówdzie kołysze się zwiotczała skóra. Ale...ona jest ładna! Ma ostrą, czerwoną szminkę na ustach, posiwiałe włosy spięte klamrą, uśmiech na twarzy. Pokazuje coś. Acha, chyba się dokądś wybiera. Stoi przed lustrem, markuje psikanie dezodorantem. Szczypie zwiotczałą skórę na ramieniu, kręci głową z niesmakiem. Perfumuje się (na niby naturalnie). Zakłada pończochy. Szczypie zwiotczałą skórę na udach, puszcza oko do widowni i podciąga czarne pończochy pod nogawki majtek. Zakłada jakąś kieckę...O matko, jaka piękna, nobliwa kobieta! Kiecka podkreśla biust, odsłania zgrabne nogi, ukrywa zwiotczałą skórę. 
I tak kilka razy z rzędu przebierała się i dostarczała mi szokujących wrażeń. Piękna była. Dojrzała, świadoma swoich minusów i plusów, elegancka. To znaczy, że co ? Że mając pięćdziesiątkę na karku nadal mogę być ładna ? Mimo siwych włosów i nadwagi ? O kurczę! A ja nie wierzyłam. Ciuch, odrobina szminki, uśmiech i pewność siebie! Na widowni były młode dziewczyny i biły jej brawo z równym zapałem jak staruszki w moim wieku.
Poczułam się całkiem u siebie, wyciągnęłam telefon i zrobiłam kilka fotek. 

Igłą malowane:


 O, Zuzia za kierownicą !


 
Koszyczki rowerowe


 

Maszyna-hafciarka.Nie chcę.


 

Rzut ogólny

 

Małpy fajne! Uszyją taką Zuzi.

 
Tu pani, zasymilowana Tajka, pokazuje ustrojstwo do robienia kwiatowych płatków. Ciekawe, muszę mieć! 

Pouczające to było wrażenie i zaskakujące. Warto było. 

© I cóż, że ze Szwecji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci