piątek, 20 listopada 2009
Przesyt ?
Zła, taka chodzę od kilku dni, najbardziej w szkole, z rana. Złoszczą mnie ludzie w szkole notorycznie przychodzący po 8.30. Złości mnie Fabiana, popijająca na lekcji kawę, jakby biedactwo uschnąć miała przez jedyne 60 minut. Złoszczą mnie dzwoniące telefony w czasie lekcji, jakby każdy z ich właścicieli był doktorem Hous'em na ostrym dyżurze. Złości mnie Rozi, ze swoim monotonnym "Ja, ja, ja"zagłuszającym wszystkich a najbardziej nauczycielkę. Złości mnie Nela całkowitym brakiem modulacji, mówiąca wciąż na jednej nucie, w dodatku na wszystko odpowiadające ' Ja, bra" (Tak, dobrze) bez względu na to czy mówisz o tym, że pada deszcz czy o tym, że masz raka, jakby kompletnie nie słuchała, bo w brak rozumienia nie wierzę. Denerwują mnie te, które co dzień widuję pod żłobkiem, jak wychodzą po pozostawieniu dzieci, ale do szkoły przychodzą raz na tydzień, by potem łgać nauczycielce, że dziecko było chore, albo one same były chore. Złości mnie Gulsum, która się zaczyna wklejać do mojego życia zanadto. Złoszczą mnie Irakijczycy gulgoczący w czasie lekcji, głośne rozmowy innych zagłuszające głos nauczycielki. Mam przesyt ludzi , szkoły czy osobistych kłopotów ? A może wszystkiego... Szkoda, że nie jestem niedźwiedziem i nie zapadam w sen do lipca...
sobota, 14 listopada 2009
Ali i propaganda
Ali jest niewysoki i okrągły. Ciemnowłosy i ciemnooki, z wąsem, i śniadą twarzą. Zobaczyłam go pierwszy raz, gdy zdecydował się opowiedzieć o swoim kraju. Ali mówi słabo po szwedzku, zatem jego opowieść nie była za bardzo rozbudowana, właściwie skupił się na wiadomościach podstawowych. Że pochodzi z Iraku, że jego stolicą jest Bagdad, że Irakijczycy to dziś największa grupa imigrantów w Szwecji bo w Iraku jest wojna. Na koniec dodał: - Największym bogactwem i największym nieszczęściem Iraku jest ropa naftowa. Potem się dowiedziałam, że w swoim kraju Ali był dziennikarzem, że jego jedna siostra jest wykładowcą na wyższej uczelni a druga stomatologiem. Obie żyją poza Irakiem. Przy okazji jakiejś pracy w grupie zetknęłam się z Alim bliżej. Jak zwykle w takich razach, nie wiadomo kiedy, temat z zadanego przeniósł się na inny, na opowieści o kraju, o tym skąd i dlaczego w Szwecji, by w końcu zjechać na temat najbardziej dla nas istotny : poszukiwania pracy. Znów mnie poniosło, przyznaję bez bicia. Ali deklarował, że mu wszystko jedno, byle jak najprędzej do pracy, że żadne tam egzaminy, sasy i temu podobne go nie obchodzą, jak tylko znajdzie pracę. - Ali – wtrąciłam swoje trzy grosze patrząc mu w oczy – jesteś dziennikarzem, nie chcesz robić tego samego tu, w Szwecji ? Albo gdziekolwiek indziej? Jesteś inteligentny, wykształcony, nie sądzisz, że szkoda twojej głowy do pracy rękami ? I dalej w tym tonie. Tak ja wiem, że nie każdy może być prezesem, ale szkoda marnotrawić ludzką inteligencję do prac, które może wykonać ktoś mniej łaskawie obdarzony przez Boga. Odtąd Ali patrzy we mnie jak w obraz. Widzę to, jak szuka okazji by znaleźć się w tej samej grupie, przy naszym stoliku, czuję jak chciwie wsłuchuje się w to, co mówię. Nie uważam, że to podziw. Bardziej skłonna jestem uwierzyć w to, że moja egzotyka ( tak, Europejka dla Araba jest równie egzotyczna jak Arab dla Europejki) go interesuje, oraz , że jak wynika z psychologii, wolimy przestawać z osobami o których wiemy, że nam sprzyjają. Znów siedzieliśmy przy jednym stoliku we czwartek. Arkan – iracki Kurdyjczyk, Ali (on też jest Kurdem), Gulsum bułgarska Turczynka i ja – zwyczajna Polka. Tamtych troje jest muzułmanami. Mieliśmy rozmawiać o życiu w naszych krajach. W jakim wieku kończymy szkoły, zakładamy rodziny, rozpoczynamy i kończymy pracę, umieramy. Iracki system szkolny jest nieco podobny do polskiego. Jest podział na szkołę podstawową, gimnazjum, szkołę średnią i studia. Z tym, że u nich idzie to jakoś szybciej i studia kończy się zazwyczaj w wieku lat 23. Potem się pracuje, aż do 64 roku życia, czyli do emerytury. - Jest taki sam wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn ? – zapytałam, po czym zreflektowałam się - a nie, prawda, u was kobiety nie pracują... - Kobiety pracują – zaprotestował Ali – Normalnie tak jak w Szwecji studiują, pracują...Przechodzą na emeryturę jak mają 64 lata, albo jak urodzą troje dzieci. Wtedy jak chcą mogą wybrać emeryturę i już nie pracować. Miałam chyba oczy jak pięciokoronówki, bo wymienili spojrzenia z Arkanem. - Ali, Arkan, ja mało wiem o waszym kraju a to co wiem to tylko z gazet – wyjaśniłam – To normalne, że mogę mówić głupoty. Ale z tego co słyszę to we wszystkich arabskich krajach kobieta nie ma za wiele praw, liczy się mniej niż zwierzę domowe. Znów tylko spojrzenia wymienione pomiędzy Alim i Arkanem, uśmieszki. - Słyszałam wiele historii o tym jak Europejka poślubiła Araba i traciła wszelkie prawa – ciągnęłam. - Znasz film „ Tylko razem z córką” – wtrąciła się Gulsum. - No właśnie, znam... Panowie mieli dziwne miny, w końcu odezwał się Arkan. - Mylisz Iran z Irakiem. To często się zdarza. - Nie, nie mylę. To u was był Saddam Husejn, prawda ? Ich miny, na wzmiankę o byłym przywódcy odwróciły moją uwagę od praw kobiet. To było dziwne, jakby między nimi przeskakiwała jakaś iskra . - Co o nim myślicie ? - zapytałam, starając się nie zwracać uwagi na te dziwne miny. - To był dobry lider ? Ociągając się, Ali wydusił z siebie - Nie chcę oceniać. Poczekam co powie historia... - Ali , ja wiem co mówi historia, ale ja chcę wiedzieć co mówi zwykły Irakijczyk - On był w porządku – powiedział Arkan. Oniemiałam . On ? Kurd ? I mówi, że był w porządku ? - Ale przecież ...- zająknęłam się – Przecież on mordował Kurdów, ty jesteś Kurdem - Oni byli ...- tu Arkan użył słowa, którego nie zrozumiałam, ale nie brzmiało to pochlebnie. Jakby mówił „ byli głupi, zasłużyli sobie na taki los”. W głowie mi się nie mieściło. Ale Arkan u siebie w Iraku, skończył tylko szkołę podstawową, prawie nie umie czytać po arabsku, choć szwedzkim włada doskonale, może zwyczajnie nie wie co mówi, powtarza to co usłyszał w szkole, w telewizji ? - Ali, powiedz, co ty o nim sądzisz , był dobry ? Ali się wykręcał, ale nie odpuszczałam. Po kilkakrotnym pytaniu w końcu wydusił z siebie - Był dobrym liderem, robił dobre rzeczy. Potem rozmowa zeszła na małżeństwa. A ja do dziś zastanawiam się czyja propaganda była lepsza : amerykańska czy irakijska ?
czwartek, 12 listopada 2009
Ja nie wiem jaki tytuł
Jest zimno, szaro i niewesoło. Życie wycięło nam kawał, ale na razie nie jestem gotowa by opowiadać. Melduję tylko, że żyję. Od poniedziałku ruszam z dodatkowym szwedzkim. Kot jest gruby i utyka na prawą łapę od kilku tygodniu. Wprowadziłam mu drastyczne środki odchudzające: karma do michy razy dziennie w określonej ilości, żadnego dokarmiania szyneczką z kanapek i mięskiem z obiadu. Psia micha pod stałą kontrolą. Napełniam, stawiam, czekam 15 minut, no, może 30, jak nadal pełna chowam w lodówce. Jak siedzę i nagle słyszę głośne " łup!" to wiem : Kocio zeskoczył skądś. O bezszelestnym poruszaniu kota już dawno zapomniałam. Tup- tup, tup-tup, tup-tup...Kocio przemyka jak cień...Akurat. Po wypłacie zamierzam kupić karmę light. Żeby to kurde mnie kto tak przypilnował. Na michę psa znalazłam sposób, by była opróżniana regularnie: kupuję kawałki mięsa gulaszowego, siekam dość drobno, do tego równie drobno siekam marchewkę, selera, pietruchę, pora, cebulę, buraka i wszystko inne "zielone" co mam w lodówce. Dokładnie umyte, za to często nie obrane (no chyba, że seler czy cebula). Gotuję aż mięso zmięknie, wtedy dosypuję kaszę. Jak pies trzy dni pokręci nosem na karmę z puszki, to potem taką kaszę wyjada szybciej niż micha znajdzie się na ziemi. Problem w tym, że ostatnimi czasy, jak nie ma kaszy, to pies odmawia jedzenia. Muszę się kiedy zakraść i nakręcić film jak wygłodniały piesek JEDNYM zębem wybiera kawałki karmy z michy i układa wokół... Mnie by się przydała dieta, ale to powszechnie dostępne nie dla mnie bo wielu rzeczy nie jadam, na samą myśl o wzięciu do pyska soi dostaję odruchu wymiotnego, to samo z gotowaną rybką, kurczakiem i innymi takimi. Za lubię kasze, makarony, placki, No i zieleninę : brokuły, brukselkę, kalafior, sałaty różne, ogórki, paprykę, pomidory. Gubi mnie umiłowanie słodyczy i to, że nie jestem w stanie wypić kawy czy herbaty bez cukru. Mówią mi : spróbuj, pomęcz się trochę, potem przywykniesz. Nie, nie przywyknę. Kiedyś prawie rok piłam herbatę bez cukru (kawy wtedy nie było w sklepach więc jej nie pijałam) i ostatniego dnia ta herbata była mi równie wstrętna jak pierwszego. Z czym mogę się zgodzić to z tym, że po tygodniowym odwyku od słodyczy jedna czekolada marcepanowa starcza mi na długo bo skonsumowanie całej na raz wpędza w mdłości, których nawet kiszony ogórek nie odpędza. Ale jakoś, chyba -1kg uzyskałam po 2 tygodniach. Dobre i to...
wtorek, 10 listopada 2009
!!!
Nasze lokalne muzeum zwróciło się do nas z prośbą o opisanie naszych tradycji w okresie od 6 grudnia do 21 marca. Nie wiem czemu tak, być może chodzi o zobrazowanie nadchodzącego okresu. Ja opisałam Pierwszy Dzień Wiosny: topienie Marzanny i Dzień Wagarowicza, ale przydałoby mi się kilka zdjęć obrazujących te miłe zwyczaje, a nie mam ich w swoich zasobach. Ściągnięcie z internetu nie wchodzi w grę: Szwedzi są czuli na punkcie praw autorskich. Jeśli macie coś w swoich zasobach to może się podzielicie ? Potrzebuję najdalej na czwartek. Obiecuję, że zadbam by przy zdjęciu znalazł się podpis autora.
adres mailowy : takajedna_ja@gazeta.pl
Dziękuję bardzo za pomoc.
sobota, 07 listopada 2009
Zapamiętać
Każdy człowiek ma niezbywalne prawo do zmarnowania sobie życia. Moja córka też.
A po roku
mam, zdaje się, już mniej idealistyczne podejście. Kilka dni temu, gdy szłam do szkoły zobaczyłam kobietę podnoszącą z ziemi puszkę. Widok dość dziwny już sam w sobie, bo takimi rzeczami zajmują się tu ekipy sprzątające, które mają na sobie gustowne, odblaskowe ubranka, a tu kobieta, otyła, w moherowej czapce, normalnej kurtce i wystającej spod niej kiecce. Oczom nie wierzyłam, jak podniesioną puszkę podniosła do ust i wysączywszy to co się dało, rzuciła z powrotem na trawnik. I to w niemal biały dzień. Wczoraj, gdy staliśmy na pasach, zaciekawił mnie dziwnie idący człowiek.Wyprostowana sylwetka, nieruchomo opuszczone ręce wzdłuż tułowia, dziwnie usztywniony krok. Było dość ciepło, zwłaszcza po ostatnich dniach, ale jednak 5 stopni to nie jest temperatura by paradować w swetrze. Przez pasy przeszedł chybotliwym spacerkiem. Wyraźnie pijany czyli jak to u nas mawiają "narąbany jak szpadel". Zaczyna się robić jakoś tak...swojsko?
|
Zakładki:
Blogi do czytania
Blogi do oglądania
|