| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Aaaby napisać : takajedna_ja@gazeta.pl free counters
Na bloxie od listopada 2004
czwartek, 17 maja 2012
Powody bezsenności
Poziom frustracji mi rośnie.
Po pierwsze mam ciągle problem z routerem (tak sądzę, że to to) zrywa mi połączenie co jakiś czas i długo trwa nim to połączenie odzyskam. Jak odłączam router nic się nie zrywa, ale wtedy internet tylko w kablu i tylko dla jednego komputera. 
Nie szukam pomocy bo nie wiem gdzie. 
To, co znalazłam w internecie, jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe nawet jak piszą po polsku.
Po drugie bolą mnie stawy i kości. Wszystkie. Mam wrażenie, że czuję każdą najmniejszą kosteczkę w ciele, ze szczególnym uwzględnieniem kostek prawej stopy. Kiedy po dłużej chwili wstaję ruszam się jak połamaniec. Chyba deszcz i ja przestaniemy być przyjaciółmi.
Po trzecie rodzina. Nie da się tego opisać, ale rodzina wciąż się stara żeby mi życie uatrakcyjnić różnymi niespodziankami. 

Ciekawe jest to, że takie sprawy jak ta z internetem potrafią sprawić, że się gotuję ze złości aż mi pokrywka skacze i dym idzie uszami.
Sprawy rodzinne natomiast powodują ciężką rezygnację, poczucie bezradności, uczucie braku kontroli a więc i zagrożenie. 

A po za tym to wszystko świetnie.

06:44, takajedna_ja , Codziennik
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 maja 2012
...nie dzieje się nic...
Nic się nie dzieje.
Kurs na ukończeniu -zostały mi ostatnie dwa tygodnie, ale tak naprawdę to 8 dni, bo w tym tygodniu mamy święto więc weekend zaczyna się we czwartek. Co? Myśleliście, że długie weekendy to domena Polaków ? To propaganda - inne nacje Europy też korzystają jak mogą by sobie czas świąteczny wydłużyć jak się da. Szwedzi też. Szwedzi w ogóle wychodzą z założenia, że pracy nie trzeba się bać, można koło niej pospać postać nic się nie stanie, a w ogóle prace trzeba szanować, żeby wystarczyła na długo.
Gdyby mój blok remontowali Polacy to pewnie już byłby na ukończeniu. A tak nie osiągnął nawet połowy, choć niby do ukończenia remontu zostało półtora miesiąca. A z nimi trzy. Dodam jeszcze, że za wyjątkiem ostatniego tygodnia, kiedy to tak cudownie padało, pogodę do roboty mieli doskonałą. Ten ich przeciągający się remont wkurza mnie z powodu zafoliowanych okien w pokojach od północy.
Nasza sypialnia sąsiaduje z małą, w zasadzie nie użytkowaną łazienką. Tak naprawdę użytkuje ją wyłącznie kot. A wentylacja jest tam, ale jakoby jej nie było. Więc jak Kocio załatwi swe potrzeby fizjologiczne nad ranem to pobudka gwarantowana. I szans na wywietrzenie żadnych - bo okno w folii. 
Duży pokój (salon, nie bójmy się tego słowa) prócz ewidentnego braku świeżego powietrza wkurza dodatkowo atmosferą a la rodzinny grobowiec. Tez folia na oknach, dodatkowo zachlapana szpachlą czy czym tam się te elewacje robi. Nasz blok ma kształt podkowy - panowie robotnicy kończą powoli wnętrze tejże i powoli przechodzą na ściany zewnętrzne. Najpierw ustawili mi rusztowania, które obwiesili niebieską siatką. Teraz w kuchni, mojej pięknej, ciepłej, zielonej, słonecznej kuchni mam niebieską, zimną poświatę, która skutecznie chroni przed promieniami słonecznymi. Kilka dni potem zablokowali mi drzwi balkonowe. Więc w ramach atrakcji dodatkowych mam w domu KOTA. Kota wyjącego, miauczącego, szarpiącego firankę (no to co, że tania bo z Lidla?), snującego się po domu, pod nogami, leżącego pod drzwiami z wypisanym na mordce - "oddawaj balkon!". Na tłumaczenia, że nie mogę, że to nie ja, że może przecież normalnie, jak człowiek wyjść drzwiami na podwórko, Kocio patrząc mi w oczy zaczepia pazurem o firankę. "Pogadałaś... To teraz oddawaj balkon". 
Pelargonie mi marnieją z braku światła. A czas im na balkon. 
Czy jak zacznę szarpać panom niebieską siatkę i wyć "oddawajcie balkon" to się pospieszą ? Nie sądzę.

Zuzia rośnie. Nadal mówi wyłącznie zwierzęcym głosem. Mjał, uf-uf, uuuu - jak krówka, tut-tuuu -jak sowa. No ale coraz częściej do kręcenia głową dochodzi "ne". No i "ej" przy spotkaniu kogoś znajomego. Dodatkowo jeszcze rozkłada rączki - nie ma.
Koty i psy są jej miłością. Psa wypatrzy z okna jadącego samochodu i natychmiast ten fakt zakomunikuje. Rasmus, kot sąsiadki Ingrid na widok Potworka ewakuuje się z rosnących przy schodkach narcyzów w bliżej nie określone rejony. Bo Potwór stoi, tupie, piszczy i wyciąga rękę. Rasmus to nie Kocio, on sobie nie pozwoli, żeby go jakieś obce miziało. Kocio pogodził się z losem. Cierpliwie czeka aż Potwór skończy miziania po głowie, grzecznie obwącha podsunięty pod nas palec nim uda się do szafy, na emigrację wewnętrzną. Tylko spotkania nosio-do-nosia budzą w Kociu atawistyczne instynkta i wtedy spod stołu, bo tam się to zazwyczaj odbywa, rozlega się kocie warczenie i radosny pisk Potwora.

A po za tym już nic. 
Po za tym, że były POSynek/POZięć skasował auto.
Oraz tym, że od koleżanki z kursu, która właśnie skończyła dostałam list brzmiący jak wyznanie miłości. 

Do Polski jedziemy za dni 12.
 
09:47, takajedna_ja
Link Komentarze (10) »
środa, 09 maja 2012
Deszcz

Szarosc wlewa sie przez okna. Ranne swiatlo, przefiltrowane przez niebieska siatke zabezpieczakaca oraz folie na okanch niknie w zakamarkach mieszkania. Kot zaspany patrzy nieprzytomnie. Kawa, wyjatkowo dobra tego ranka, strzasa z rzes resztki snu i budzi zmysl wechu. Taaak..powietrze pachnie jakos inaczej a dzwieki sa lagodnie stlumione.
Powolne wchodzenie w dzien z ranna toaleta, szykowaniem jedzenia i ubran. Termometr pokazuje tylko 10 stopni.
Wreszcie dzwonienie kluczy, zgrzyt zamka, trzasniecie drzwi...
Tak. Powietrze jest inne, pachnace deszczem, mokra ziemia, mokrymi dzrewami. Mewy z krzykiem ganiaja sie po niebie, z parku slychac ptaki. Samochodowy halas jest stlumiony. Na galeziach niskich lip przy Torget wisza krople deszczu. Nie ma wiatru. Jest miekko, srebrzyscie, przytulnie.
Deszcz.Deszcz.

Wystawiwszy twarz do drbniukich kropelek, z usmiechem wewnatrz i zewnatrz wkraczam w dzien.
...wszystko sie moze zdarzyc...Dzis w to wierze.

09:06, takajedna_ja , Codziennik
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 maja 2012
Zdrowe odzywianie
Ostatnio, jedzac tego okropnie niezdrowego, tuczacego i w ogole odsadzanego od czci i wiary kotleta wieprzowego zadumalam sie.
Bo ja nie jestem miesozerna. Mieso jadam tak, jak Clinton uzywal "marychy" -czyli jem ale sie nie zaciagam. Znaczy to, ze jadam, ale nie jestem nalogowcem i jak mam cos zamiast to wole zamiast. No ale jadam. A jak jadam to wieprzowine. Li i jedynie. Dobra - czasem moze byc ryba lub kurczak. Ale bardzo czasem. jeszcze bardziej czasem - wolowina.
Tak i tu widze pelne zgrozy spojrzenia roznej masci dietetykow. Wieprzowina ? Dzis nikt sie nie przyznaje, ze jada wieprzowine. Wieprzowina jest passe, de mode, fuj fuj... Niezdrowe to, tuczace, sprzeczne z kanonami zdrowej diety, prawda ? Juz lepszy kurczaczek, rybka, ewentualnie wolowinka? Ale pomyslcie - kurczaki daly nam ptasia grype, na ktora sie umieralo, ale tez nadmiar hormonow, ktorymi naszprycowane jest ich mieso. Wolowina daje jeszcze grozniejsza chorobe wscieklych krow i alergie na bialko krowie. Ryby sa w ogole bardzo niewskazane dla alergikow. A na co choruja nasze powszechne, poczciwe "macki"? Na jakas wysypke, zwana swinska grypa. Nie slyszalam, zeby ktos od tego umarl.
I ktos chce mi wmowic, ze swinskie mieso to najgorsza zaraza?
14:44, takajedna_ja , Nad herbatą
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Fågelsjön runt czyli dookoła Ptasiego Jeziora
Bo w Słońsku był znów zlot ptasiarzy, o którym marzę o od lat, choć znawca ptaków ze mnie żaden, ot parę popularniejszych egzemplarzy potrafię rozpoznać,a kilka z nich potrafię nazwać w dwóch językach. Ale moja natura włóczęgi zawsze się wyrywa gdy tylko usłyszę, że gdzieś, coś ciekawego się dzieje.
Bo M. kupił stelaż do przewozu rowerów. Wreszcie. Teraz będziemy mogli zabrać z Polski, stojący od lat bezczynnie, rower Yankiego. No ale stelaż jednak warto przetestować zanim.
Bo słońce, choć wietrznie, i wszystko się zieleni, i w taką aurę to naprawdę trudno wysiedzieć w domu, w mieście. Bo na Hunneberg nie było nas tak dawno. Rok. 
Pojechaliśmy. Zaliczyłam Muzeum Łosia. Rozczarowanie. Bo multimedialne z założenia, też chyba odczuwa kryzys - wiele przycisków nie działało. Bo ja w ogóle mało muzealna jestem - jakiekolwiek by nie były - wnętrza muzeów nudzą mnie po kilku minutach. Nad pojedynczym eksponatem mogę nachylić się z zainteresowaniem, gdy jest ich nagromadzenie mój mózg odmawia przyjmowania nadmiaru bodźców i wyłącza uwagę. O dziwo działa to wyłącznie w odniesieniu do pomieszczeń i przedmiotów martwych. W naturze to co innego.
W muzeum zakupiliśmy wreszcie mapę Hunnebergi, bo to spory obszar jest. Na początek wybraliśmy trasę nr 10, dookoła Ptasiego Jeziora. Mapa mówi, że to jakieś 10km. Na rowerach ? Cóż to takiego, prawda ?
I pojechaliśmy.
I było tak:


A za chwilę już tak:

czyli złoto i błękit w jednym stały domku.


Widok z góry, z ambony obserwacyjnej.


Ptasie Jezioro pozdrawia Słońsk.

Ale potem to już nie było tak fajnie. Z drogi zrobiła się ścieżka i rower trzeba było pchać, a czasem nawet nieść.

Po obu stronach ścieżki bagno, które wkraczało czasem na ścieżkę. Już sobie wyobrażam te rzesze komarów, kleszczy i różnych innych krwiopijców , które zapewne grasują tu latem. 

Do złota dołącza się srebro.

I wreszcie meta, parking i wygodny fotel Volvika.

Dziś owe 10 kilometrów czuję wszędzie. 
Ale pięknie było.Stelaż swoją rolę spełnił znakomicie, więc...

Tęsknym wzrokiem popatruję na mapę Kinnekulle. Tam też jest gdzie i połazić i pojeździć rowerem. 

sobota, 28 kwietnia 2012
Wschód słońca w porcie
Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
górą czmycha już mrok.
Ktoś tam cicho czeka by ktoś powrócił,
do gwiazd jest bliżej niż krok.







Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje 
nowy dzień!
06:24, takajedna_ja , Codziennik
Link Komentarze (4) »
piątek, 27 kwietnia 2012
Manie

Dawno podejrzewalam siebie o odchylenia na miare detektywa Monka. Licze pierogi nim wrzuce jej do garnka, kopytka tez. Licze schody. Czytam absolutnie kazdy napis. Gwaltowne zmiany wywoluja we mnie paniczna chec krzyku. Rece myje coraz czesciej, nie tylko po skorzystaniu z toalety. I zaczynam sie bac wirusow. Po za tym mam rozliczne, skrztenie hodowane fobie.
Jedna z nich jest kolor.
Jak mi cos padnie to trzymam sie jednego koloru.

Tak bylo z urzadzaniem mieszkania po pozarze. Wylacznie protest TegoMojego uchronil mieszkanie przed zielona zaraza. Kuchnia sie nie ustrzegla i wszysko w niej, co podlegalo wylacznie mojemu wyborowi, jest zielone. Przysiegam - to sie stalo samo, bez udzialu woli. Szklanki w zielony wzorek, zielona obieraczka do warzyw, zielony obrus, kwiatkowe zaslonki podwiazane zielona wstazka no i naturalnie zielona tapeta...
Ktoregos wieczoru tak sobie siedzialam na ulubionym miejscu w tejze kuchni i mnie uderzyla jednolitosc barw. Sila rozpedu, na wyprzedazy kupilam jeszcze zielone chinosy i zielona bluze z kapturem.
Postanowilam cos zmienic. Nastawiac sie przyjaznie do innych barw.
Kuchnia juz jest urzadzona. W pokojach pola do popisu poki co nie ma - czekamy na tapetowanie i na razie wstrzymujemy sie z wyborem.
Tymczasem zrodzila sie potrzeba kupienia nowego plecaka. Kupilam, okazyjnie na wyprzedazy, wiec wybor kolorow byl taki sobie : wyszrzaly niebieski i zywy czerwony. Wzielam czerwony.
Miesiac potem, akurat jak postanowialm, ze trzeba sie zaczac ruszac trafilam na wyprzedaz trampek w sklepie. Byly tanie to wzielam. Byly tylko czerwone. Czerwona kurtke od deszczu mam jeszcze z ubieglego sezonu, bedzie ok. 
Kilka dni temu, kiedy sklep wreczyl mi kolejna karte rabatowa a osrodek zdrowia uszczesliwil mnie specjalna ksiazeczka zrodzila sie potrzeba zakupu nieco wieszkszego portfela. Korzystajac z wolnej srody, rankiem wybrala sie wiec na poszukiwanie portfela. Mial byc wiekszy od starego, niezbyt drogi, ale zeby mi sie miescil w malej torebce. Torebke tez wzielam. W jedynym sklepie, gdzie portfele NIE kosztowaly tyle co cyganska matka, mialam wybor miedzy czarnym a...czerwonym. No to wiadomo, ze to zaden wybor. Sklep sprzedaje takze odziez i gdy przechodzilam lustro blysnelo jakos ...ostrzegajaco. Spojrzalam.
Czerwone buty, czerwona kurtka, czerwona torebeczka a w dloni, swiezo nabyty czerwony portfel.
Uf.sapnelam. Znow przegielam z kolorem.
Wiec jakim cudem przynioslam do domu jeszcze czerowna suszarke do wlosow? Nie wiem. Ale potrzebowalam jeszcze telefonu. Stara, czerwono-biala Nokia skonczyla 6 albo i 7 lat. A w miescie akurat otwarto nowe centrum handlowe, wiec niektore rzeczy mialy atrakcyjniesze ceny. Tak jak moj nowy telefon.
Mialam nie kupowac Nokii wiecej. Bo droga, niezawodna to fakt, ale jednak za te sama cene mozna kupic cos lepszego innej firmy. Tak mowia i ja w to uwierzylam. Naprawde mialam zamiar kupic cos innego, milam swoj typ.
Niech mi kto powie jakim cudem do domu wrocilam z Nokia ?  Czerwona.
 

10:46, takajedna_ja , Codziennik
Link Komentarze (6) »
środa, 25 kwietnia 2012
Szukanie pracy

Szukanie pracy to nie jest łatwe zajęcie dla kogoś, kto jak dotąd nie musiał specjalnie tego robić, kogo właściwie to praca znajdowała.

Napisać CV, nawet w obcym języku, to nie jest specjalna filozofia, choć oczywiście CV w Polsce ma nieco inne prawa niż CV w Szwecji.
Napisać list motywacyjny to już inna historia. Pisząc list motywacyjny musimy pamiętać bowiem, że to jest to, co zastępuje naszą osobista prezentację. W Szwecji składanie podań o pracę odbywa się najczęściej drogą internetową lub pocztową. Bardzo rzadko  robi się to osobiście. I w tej sytuacji nie ma innego wyjścia jak napisać taki list, który zwróci na nas uwagę. Wiadomo, że każdy, kto aplikuje na pewne stanowisko posiada odpowiednie kwalifikacje i staż pracy, więc tym raczej trudno zaciekawić potencjalnego pracodawcę. No chyba, że ktoś jest geniuszem i w wieku 25 lat ma doktorat z ekonomii i 15 lat stażu pracy...
Zdjęcie może pomóc, szczególnie jak się dobrze wygląda i ma dobrego fotografa, inaczej lepiej sobie darować. Zdjęcia na szczęście nie są obowiązkowe. List motywacyjny jako urzędowy, oficjalny dokument powinien być pozbawiony rameczek, zawijasków i innych ClipArtów, no chyba, że ubiegamy się o stanowisko artysty. Więc jakie narzędzie do zwrócenia uwagi nam zostaje ? Treść. Li i jedynie. Treść ma pobudzić zainteresowanie pracodawcy, ma sprawić, że wydasz się kandydatem stworzonym na to stanowisko i wartym by go poznać. Treść ma być niezbyt długa, ma pokazywać nas samych, a jednocześnie odpowiadać na kilka pytań „Dlaczego chcę tu pracować ? „  „Co dobrego wyniknie z zatrudnienia mnie dla pracodawcy”.
Odpowiedzieć na te pytania wcale nie jest łatwo.
Więc siedzisz człowieku nad tym nieszczęsnym listem, głowisz się i głowisz. Piszesz, skreślasz, poprawiasz, przywracasz, odwracasz. Jeśli piszesz we własnym języku. Gorzej jak musisz pisać w języku, który może nie jest dla ciebie całkiem obcy ale nie władasz nim tak samo sprawnie jak ojczystym. Słowniki, google-translate, telefony do przyjaciela, word-sprawdzanie tekstu. Wreszcie – jest. Dumna z siebie oddychasz z ulgą. A wtedy koleżanka z biurka obok, rodowita Szwedka zagląda ci przez ramię, pytając grzecznie czy może, zahacza wzrok o pierwsze zdanie i cichutko szepcze, że to dziwnie brzmi, czy może dać ci małą radę, bo to by lepiej brzmiało, gdybyś napisała...
Z wdzięcznością przyjmujesz pomoc, w efekcie której każde, wycyzelowane przez ciebie zdanie poddane jest rozmaitym przeróbkom i to, co wydawało ci się kwestią chwili staje kilkugodzinną pracą. Zmęczona, skonfundowana, zbita z pantałyku, odarta z językowej pewności siebie, wreszcie otrzymujesz swój list na powrót i widzisz, że tak teraz brzmi dużo lepiej jednocześnie zachowując to, co chciałaś wyrazić.
Jeśli masz to szczęście i masz pod rękę coacha idziesz z tym listem do niego, ale dopiero następnego dnia, i prosisz żeby rzucił okiem. Pół dnia później nieśmiało pytasz czy już. Już, zaprasza cię do biurka, wyciąga twój list...pokreślony w różne strony. Coach nie jest tubylcem, ale mimo twardego akcentu, językiem włada bardzo dobrze. Jednak – czy na pewno jego szwedzki jest lepszy od szwedzkiego koleżanki, która w dodatku zarabiała na chleb pisząc slogany reklamowe ? Myślisz sobie kawałkiem mózgu. Reszta skupia się na zrozumieniu rad i zapamiętaniu słów napisanych niewyraźnie.
Wracasz do biurka. Po raz kolejny przerabiasz list. Koniec kropka – więcej go pokazywać nie będziesz, i tak strawiłaś nad nim prawie tydzień. Wysyłasz. A potem czekasz. I czekasz. I czekasz. I...
Dobrze jak po jakimś czasie dostaniesz odpowiedź „wybraliśmy kogoś innego”. Ale zwykle nie dostajesz. Mozolnie piszesz kolejny list i kolejny i kolejny, przy każdym przechodząc podobną ścieżkę.
Aż wreszcie w czasie przerwy śniadaniowej słyszysz opowieść jugosłowiańskiej koleżanki, której ktoś doradzał zmianę imienia i nazwiska, bo podania sygnowane obco brzmiącym nazwiskiem najczęściej nie są nawet czytane. Inna koleżanka, Szwedka, której mątaż pracował przy werbowaniu pracowników potwierdza tę tezę. Ale na koniec dodaje anegdotkę.
Jej mąż odczytał podanie niejakiego Ahrama Ibrahimovica (imię i nazwisko fikcyjne) i zdecydował się zaprosić do jednak na rozmowę. W oznaczony dzień, w oznaczonej godzinie wyszedł do hollu i zaczął się rozglądać, który z kręcących się tam ludzi mógłby być owym Ahramem. Ale nie było nikogo ciemnoskórego, ciemnowłosego, ciemnookiego. Stał tam jak słupek dłuższą chwilę, aż ktoś popukał go w ramię. Odwrócił się. Przed nim stał doskonale skandynawski osobnik, jasnowłosy i jasnooki,  który odezwał się doskonałą, najczystszą szwedczyzną:
- Czyżbyś szukał jakiegoś Nigra ?   

09:31, takajedna_ja , Codziennik
Link Komentarze (9) »
wtorek, 24 kwietnia 2012
Kolejna odpowiedź na mój własny list otwarty
redakcja_portalu@agora.pl
18:18 (55 min temu)
do mnie
Witam,

przesyłam odpowiedź od administracji forum odnosząca się do konkretnych fragmentów listu:

>Coraz czesciej do wlasnego bloga musze wchodzic tylnymi drzwiami. Nie da sie normalnie >zalogowac, mozna to tylko zrobic dodajc gdziekolwiek komentarz. To rodzi pytanie - czy >nie jest to celowa polityka obecnych wlascicieli portalu zmierzajaca do maksymalnego >utrudnienia zycia blogowiczom, zeby sie zmeczyli i sobie poszli gdzie indziej ?

Blox.pl nie miał problemów technicznych, które mogłyby w jakikolwiek sposób wpłynąć na logowanie. Jeżeli ponownie będzie Pani miała problemy z logowaniem prosimy o zgłoszenie napomoc@agora.pl - każde zgłoszenie pomaga nam w poprawianiu funkcjonowania Blox.pl.

>Niestey ten sam trend widac na na stronie glownej bloxa.

Na stronie głównej Blox.pl pojawiają się najnowsze wpisy ze wszystkich blogów, przez co treści, jak również ich poziom, są bardzo zróżnicowane. Pracujemy nad zmianami w algorytmie wyciągania wpisów, by minimalizować spam - skala problemu jest duża, dlatego nie zawsze udaje nam się usunąć wszystkie treści zawierające spam. Jednocześnie staramy się, aby blogi polecane redakcyjnie (sekcja „Polecane” po lewej stronie) były na odpowiednim poziomie.

>W ostatnim czasie odszely dwie, bardzo znaczace dla blogowej spolecznosci osoby - MrPolarny oraz ikroopka. Wczesniej jeszcze zrejterowala taisha, ktorej szablony do dzis wielu blogowiczow uzywa. Oraz wielu innych, znanych mi osobiscie, madrych, >inteligentnych ludzi. Nikt nie pokusil sie nawet o pytanie - dlaczego odchodzisz. A szkoda.

Bardzo cenimy naszych blogerów, dlatego staramy się na bieżąco reagować na wszelkie problemy, by jakość usług na Blox.pl była na odpowiednim poziomie. Niestety nie jesteśmy w stanie monitorować aktywności wszystkich blogerów, aby w odpowiednim czasie zareagować.
Pozdrawiam,
Marta Ossowska
Specjalista ds. Obsługi Klienta


I moja na ten list odpowiedź:

Szanowna Pani!
Przeczytałam Pani odpowiedź i prawdę mówiąc nie wiem co o tym myśleć.
To jest żart ? Znam słowa, które Pani przytacza doskonale.

Mój list wysłałam pod różne adresy oraz umieściłam go między innymi na
facebookowym profilu bloxa. I wczoraj pod nim pojawiła się odpowiedź
dokładnie taka sama jak ta, którą otrzymałam dziś od Pani.
Jeśli wszyscy Pani koledzy mają zamiar odpowiadać mi w ten sam sposób,
to proszę im przekazać, żeby się już nie trudzili. Naprawdę nie ma
potrzeby bawić się w "aparat spamujący".
Każdy mój list podpisałam imieniem i nazwiskiem, więc naprawdę łatwo
będzie Państwu łatwo uzgodnić do kogo już mogą nie odpowiadać.

Dodam tylko jeszcze, że treść owych odpowiedzi jest tak bezduszna i
nic nie mówiąca, że nawet bez powielanych odpowiedzi wiadomo, że list
jest po prostu przekopiowanym szablonem, takim właśnie "aparatem
spamującym".

Pozdrawiam
imię i nazwisko
autorka bloga I cóż, że ze Szwecji
19:15, takajedna_ja
Link Komentarze (15) »
List otwarty blogerów z Bloxa


Nam też nie jest wszystko jedno!

Jesteśmy grupą blogerów z Bloxa. Nasze blogi prowadzimy już od dłuższego czasu, wkładając w to sporo czasu, pasji i zaangażowania. Gdy zaczynaliśmy blogowanie – pisanie właśnie na tym portalu było powodem do dumy i poczucia przynależności do dbającej o jakość elity blogosfery. 
Czuliśmy też, że jesteśmy ważni dla zarządzających portalem gazeta.pl. Blox się rozwijał, zawsze były na nim aktualne informacje, na stronie głównej gazeta.pl codziennie można było znaleźć linki do kilku ciekawych notek z blogów. Nawet więc, gdy czasami zdarzały się awarie serwerów czy błędy w oprogramowaniu – przymykaliśmy na to oczy. Tym bardziej, że kontakt z adminem był na bieżąco i gdy tylko coś się działo, zawsze była reakcja.

A teraz? Od dłuższego czasu czujemy, że jesteśmy zbędni i niepotrzebni. Bloxem nikt zarządza, nie aktualizuje nawet tych funkcjonalności, które już są. Ze strony gazeta.pl zniknęło okienko Bloxowe (a także fora i galeria zdjęć) – dominują za to tytuły i newsy typowe dla tabloidów, a nie dla medium, które kiedyś uchodziło za opiniotwórcze. Napisanie prostej notki, komentarza czy wklejenie zdjęcia coraz częściej staje się poważnym problem technicznym. Pomocy nie ma albo wcale, albo ogranicza się do standardowych formułek typowych dla korporacji. 
Świat się zmienia, blogosfera również. Obecnie blogi to w wielu wypadkach naprawdę wartościowe strony, zawierające treść i dyskusje na wysokim poziomie, o wysokim PageRanku. Niestety, czujemy się coraz bardziej intruzami na portalu, zupełnie zbędnym elementem niepasującym do nowej wizji funkcjonowania gazeta.pl. Poziom Plotka góruje – to niestety widać na portalu. Efekt jest widoczny – coraz więcej wartościowych blogerów szuka sobie innego miejsca, kończąc swoje blogowanie na Bloxie. 
Tu się kiedyś dobrze pisało….

Papierowa Gazeta Wyborcza reklamuje się od dziś słowami Nam nie jest wszystko jedno.

  Nam też nie jest wszystko jedno

Nam, blogerom z Bloxa, też nie jest wszystko jedno. 
To nasze miejsce w sieci i nie chcemy stąd odchodzić. Dlaczego Agora nas odrzuca?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36